Pogoda a nagłe zatrzymanie krążenia – analiza ponad 114 tysięcy OHCA na Węgrzech

Czy na podstawie prognozy pogody można przewidzieć zwiększoną liczbę nagłych zatrzymań krążenia? Wyniki dużego węgierskiego badania wskazują, że zależność pomiędzy warunkami meteorologicznymi a występowaniem pozaszpitalnego nagłego zatrzymania krążenia może być na tyle wyraźna, że dane pogodowe potencjalnie mogłyby być wykorzystywane do przewidywania zwiększonego obciążenia systemu ratownictwa medycznego.

Badacze przeanalizowali aż 114 830 przypadków pozaszpitalnego nagłego zatrzymania krążenia (OHCA) zarejestrowanych przez Hungarian National Ambulance Service.

Wyniki wskazują przede wszystkim na znaczenie niskiej temperatury oraz prędkości wiatru, a okresy ekstremalnych warunków pogodowych wiązały się ze znacznym zwiększeniem liczby OHCA.

Co szczególnie interesujące, zastosowany model pozwalał przewidywać okresy zwiększonej liczby zatrzymań krążenia nawet 1–3 dni wcześniej.

Duże ogólnokrajowe badanie

Praca:

Pál-Jakab Á., Pesti P., Horti-Maricza Z. i wsp. „Meteorological associations with out-of-hospital cardiac arrest: A national population-based time-series analysis”

została opublikowana w czasopiśmie Public Health, tom 252, 2026, artykuł 106145.

DOI: 10.1016/j.puhe.2026.106145

Badanie zostało przeprowadzone przez naukowców związanych m.in. z Semmelweis University, Budapest University of Technology and Economics oraz Hungarian National Ambulance Service.

Autorzy wykorzystali dane dotyczące OHCA z okresu od listopada 2018 r. do grudnia 2023 r. Ze względu na zakłócenia związane z pandemią COVID-19 odpowiedni okres został wyłączony z analizy.

Ostatecznie przeanalizowano:

114 830 przypadków OHCA z 1584 dni.

Dzięki temu możliwe było zestawienie dziennej liczby interwencji związanych z zatrzymaniem krążenia z warunkami meteorologicznymi występującymi w tym samym okresie.

Jakie elementy pogody analizowano?

Badacze nie ograniczyli się do temperatury.

W modelach uwzględniono m.in.:

  • temperaturę,
  • prędkość wiatru,
  • ciśnienie atmosferyczne,
  • wilgotność,
  • parametry jakości powietrza.

Celem było sprawdzenie, czy poszczególne czynniki meteorologiczne oraz ich kombinacje są związane ze zmianą dziennej częstości występowania OHCA.

Było to zatem badanie dotyczące nie ryzyka pojedynczego pacjenta, lecz zmiany liczby zatrzymań krążenia na poziomie całej populacji.

To bardzo ważne rozróżnienie przy interpretacji wyników.

Spadek temperatury o 1°C – wzrost liczby OHCA o około 1,4%

Jednym z najważniejszych wyników badania była zależność pomiędzy temperaturą a liczbą zatrzymań krążenia.

Każdy spadek temperatury o 1°C wiązał się ze wzrostem dziennej częstości występowania OHCA o około 1,4%.

W analizie uzyskano:

IRR = 0,986; 95% CI: 0,984–0,987; p < 0,001.

Oczywiście nie oznacza to, że obniżenie temperatury o jeden stopień powoduje zatrzymanie krążenia u konkretnej osoby. Jest to zależność obserwowana na poziomie populacyjnym. Jeżeli jednak niewielka zmiana ryzyka występuje w populacji liczącej miliony osób, jej konsekwencją może być zauważalna zmiana liczby interwencji systemu ratownictwa medycznego.

Zimą prawie 18% więcej zatrzymań krążenia

Różnice sezonowe były jeszcze bardziej czytelne.

W miesiącach zimowych liczba OHCA była o około:

17,8% większa

niż w okresach odniesienia.

Wynik potwierdza, że sezonowość zatrzymania krążenia nie jest wyłącznie przypadkową obserwacją.

Niska temperatura może współwystępować z szeregiem zmian fizjologicznych i środowiskowych potencjalnie zwiększających ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych. Interpretując te wyniki, należy jednak pamiętać, że badanie miało charakter obserwacyjny i nie pozwala przypisać całego wzrostu liczby OHCA wyłącznie bezpośredniemu działaniu zimna.

Ekstremalne dni – prawie 32% więcej OHCA

Jeszcze bardziej interesujące wyniki uzyskano dla dni określonych jako ekstremalne pod względem liczby zatrzymań krążenia.

W okresach związanych z ekstremalnymi warunkami meteorologicznymi obserwowano wzrost liczby OHCA o około:

31,9%.

W praktyce oznaczało to około 19 dodatkowych zatrzymań krążenia w ciągu dnia w skali kraju w porównaniu z oczekiwaną liczbą zdarzeń.

Największa liczba OHCA występowała szczególnie w okresach charakteryzujących się niską temperaturą i niewielką prędkością wiatru.

Nie tylko temperatura – znaczenie prędkości wiatru

Analiza wykazała, że ważnym czynnikiem była również prędkość wiatru.

Wykorzystany przez autorów model XGBoost wskazał właśnie:

temperaturę oraz prędkość wiatru

jako najważniejsze predyktory meteorologiczne liczby OHCA.

Jest to interesujące, ponieważ pokazuje, że próba przewidywania obciążenia systemu wyłącznie na podstawie temperatury może być zbyt dużym uproszczeniem.

Znaczenie może mieć określona kombinacja warunków atmosferycznych.

Pogoda może wpływać na liczbę NZK przez kilka dni

Autorzy analizowali również tzw. efekt opóźniony.

Okazało się, że zależności pomiędzy warunkami meteorologicznymi a występowaniem OHCA nie muszą ograniczać się wyłącznie do tego samego dnia.

Wpływ niektórych parametrów pogodowych obserwowano w przedziale sięgającym około trzech dni.

To właśnie ten element badania otwiera interesującą możliwość wykorzystania danych meteorologicznych do prognozowania obciążenia systemu ratownictwa medycznego.

Czy można przewidzieć zwiększoną liczbę zatrzymań krążenia?

Autorzy wykorzystali modele predykcyjne do identyfikowania dni, podczas których liczba OHCA może przekroczyć wartości oczekiwane.

Według badaczy połączenie danych meteorologicznych i danych systemu ratownictwa umożliwiało prognozowanie z wyprzedzeniem od jednego do trzech dni, kiedy liczba pozaszpitalnych zatrzymań krążenia może wzrosnąć powyżej przeciętnej.

Nie jest to jednak kalkulator ryzyka dla pojedynczego pacjenta.

Model nie odpowiada na pytanie:

„Czy ta osoba dozna jutro NZK?”

Może natomiast potencjalnie odpowiadać na zupełnie inne pytanie:

„Czy jutro system ratownictwa medycznego powinien spodziewać się większej niż zwykle liczby przypadków OHCA?”

To zasadnicza różnica.

Potencjalne znaczenie dla systemu ratownictwa medycznego

Jeżeli wyniki udałoby się potwierdzić i zwalidować w innych państwach, dane pogodowe mogłyby stać się jednym z elementów systemów prognozujących obciążenie ZRM.

System mógłby uwzględniać:

prognozę temperatury + wiatr + inne parametry meteorologiczne + historyczną liczbę OHCA + sezonowość + dzień tygodnia + charakterystykę regionu.

Na tej podstawie można byłoby szacować prawdopodobne zapotrzebowanie na zespoły ratownictwa medycznego w kolejnych dniach.

Nie chodzi przy tym o prognozowanie konkretnego przypadku NZK, lecz o zarządzanie zasobami na poziomie populacyjnym.

Czy takie rozwiązanie miałoby sens w Polsce?

To szczególnie interesujące pytanie.

Polska – podobnie jak Węgry – charakteryzuje się wyraźną sezonowością warunków atmosferycznych. Jednocześnie dysponujemy dużym systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego, w którym liczba interwencji zmienia się w zależności od regionu, pory roku, dnia tygodnia czy pory dnia.

Teoretycznie możliwe byłoby stworzenie polskiego modelu wykorzystującego:

dane KCMRM/ZRM + dane IMGW + dane demograficzne + historyczne lokalizacje OHCA + czas dotarcia ZRM + charakterystykę populacji.

Taki model wymagałby oczywiście niezależnego opracowania i walidacji. Nie można po prostu przenieść współczynników uzyskanych na Węgrzech do Polski.

Sama koncepcja jest jednak interesująca z punktu widzenia planowania zasobów systemu PRM.

Co wyniki oznaczają dla pojedynczego pacjenta?

Tutaj potrzebna jest ostrożność.

Wynik mówiący, że spadek temperatury o 1°C wiązał się z około 1,4-procentowym wzrostem dziennej częstości OHCA, nie oznacza wzrostu indywidualnego ryzyka zatrzymania krążenia o dokładnie 1,4% u każdego człowieka.

Badanie ma charakter ekologiczny/populacyjny.

Nie pozwala również stwierdzić, że niska temperatura była bezpośrednią przyczyną wszystkich dodatkowych zatrzymań krążenia.

Na liczbę OHCA wpływają jednocześnie m.in. wiek populacji, choroby sercowo-naczyniowe, aktywność fizyczna, infekcje, zachowania ludzi, ekspozycja na zimno, zanieczyszczenie powietrza i wiele innych czynników.

Mocne strony badania

Największą zaletą pracy jest przede wszystkim jej skala.

114 830 przypadków OHCA i 1584 analizowane dni zapewniają znacznie większą podstawę do oceny zależności populacyjnych niż niewielkie analizy regionalne.

Dodatkowym atutem jest wykorzystanie danych obejmujących praktycznie cały kraj oraz połączenie informacji systemu ratownictwa medycznego z wieloma parametrami meteorologicznymi.

Autorzy zastosowali również bardziej zaawansowane metody modelowania, w tym XGBoost, zamiast ograniczać się do prostych korelacji pomiędzy temperaturą a liczbą interwencji.

O czym trzeba pamiętać?

Badanie jest retrospektywną, nieinterwencyjną analizą szeregu czasowego.

Pokazuje związek statystyczny, ale samo w sobie nie dowodzi związku przyczynowego.

Dodatkowo wyniki uzyskano na Węgrzech. Struktura populacji, klimat, organizacja systemu ratownictwa, częstość chorób układu krążenia czy zachowania mieszkańców mogą różnić się pomiędzy państwami.

Dlatego przed wykorzystaniem podobnego modelu w Polsce konieczna byłaby jego walidacja na krajowych danych.

Najważniejszy wniosek

Najciekawszym elementem badania nie jest samo potwierdzenie, że zimą występuje więcej pozaszpitalnych zatrzymań krążenia.

Znacznie ważniejsza jest możliwość wykorzystania tych zależności do prognozowania obciążenia systemu ratownictwa medycznego.

W analizie ponad 114 tysięcy OHCA:

spadek temperatury o 1°C → około 1,4% większa dzienna częstość OHCA,

miesiące zimowe → około 17,8% więcej przypadków,

ekstremalne warunki → około 31,9% więcej przypadków,

a zależności pogodowe pozwalały na przewidywanie okresów zwiększonej liczby OHCA z wyprzedzeniem 1–3 dni.

Jeżeli podobne modele zostaną potwierdzone w innych krajach, prognoza pogody może w przyszłości służyć nie tylko do przewidywania temperatury czy opadów.

Może stać się jednym z elementów prognozowania zapotrzebowania na ratownictwo medyczne – tutaj więcej na temat metodologii badań w zakresie prognozowania.


Źródło

Pál-Jakab Á., Pesti P., Horti-Maricza Z., Nagy B., Kiss B., Biebel B., Pápai G., Csató G., Boussoussou N., Merkely B., Gelencsér A., Sótonyi P., Szilágyi B., Zima E.

Meteorological associations with out-of-hospital cardiac arrest: A national population-based time-series analysis.

Public Health. 2026;252:106145.

DOI: 10.1016/j.puhe.2026.106145
PMID: 41546983

Publikacja online: 16 stycznia 2026 r.

Badanie obejmowało dane Hungarian National Ambulance Service z lat 2018–2023 oraz 114 830 przypadków OHCA.

ECPR – kogo kwalifikować i kiedy rozpocząć ECMO? Nowy przegląd 20 lat badań

ECPR (extracorporeal cardiopulmonary resuscitation) jest jedną z najbardziej zaawansowanych metod leczenia opornego nagłego zatrzymania krążenia. Wykorzystanie VA-ECMO pozwala na przywrócenie przepływu krwi i utlenowania w sytuacji, gdy standardowa resuscytacja krążeniowo-oddechowa nie doprowadziła do powrotu spontanicznego krążenia.

Mimo szybko rosnącego zainteresowania ECPR nadal pozostają trzy zasadnicze pytania:

Kogo kwalifikować do ECPR? Jak prowadzić pacjenta po uruchomieniu krążenia pozaustrojowego? Jak szybko należy rozpocząć ECPR?

Odpowiedzi na te pytania poszukiwali Nousjka P.A. Vranken, Patrick W. Weerwind i Raymond K. Wong w opublikowanej we wrześniu 2026 r. pracy:

„From arrest to circuit: Mapping twenty years of progress and pitfalls in ECPR implementation, patient selection, and initiation timing”.

Artykuł ukazał się w The Journal of Extra-Corporeal Technology, 2026;58(3):267–279. Publikacja elektroniczna została udostępniona 15 września 2026 r. DOI: 10.1051/ject/2026019.

Dwadzieścia lat badań nad ECPR

Autorzy przeprowadzili mapping review, którego celem było nie tylko ustalenie, czy ECPR może być skuteczne, ale przede wszystkim określenie, czego nadal nie wiemy o tej metodzie.

Przeszukano bazy PubMed i EMBASE, analizując badania z lat 2004–2024. Do przeglądu kwalifikowano prace porównujące ECPR z konwencjonalną resuscytacją krążeniowo-oddechową (CCPR).

Ostatecznie włączono 20 badań. Większość stanowiły badania retrospektywne i obserwacyjne, natomiast tylko trzy miały charakter interwencyjny. Jest to bardzo istotne przy interpretacji dostępnych dowodów – znaczna część naszej wiedzy o ECPR nadal pochodzi z badań podatnych na wpływ selekcji pacjentów oraz różnic pomiędzy systemami leczenia.

Śmiertelność nadal pozostaje bardzo wysoka

Jednym z najbardziej zwracających uwagę wyników przeglądu jest utrzymująca się wysoka śmiertelność pacjentów leczonych ECPR.

W analizowanych badaniach śmiertelność po zastosowaniu ECPR sięgała 86%. Autorzy wskazują, że mimo rozwoju technologii i rosnącego doświadczenia ośrodków pozostaje ona wysoka.

Nie oznacza to jednak, że ECPR jest metodą nieskuteczną.

ECPR jest stosowane przede wszystkim u pacjentów z opornym zatrzymaniem krążenia, u których konwencjonalna resuscytacja nie doprowadziła do ROSC. Jest to więc populacja o wyjściowo bardzo niekorzystnym rokowaniu.

Kluczowym problemem staje się zatem nie pytanie:

„Czy ECPR działa?”

ale raczej:

„Który pacjent ma realną szansę odnieść korzyść z ECPR?”

Problem nr 1 – kogo kwalifikować do ECPR?

Analiza dwudziestu lat badań pokazuje, że nadal nie dysponujemy jednym, powszechnie zaakceptowanym i odpowiednio zwalidowanym algorytmem pozwalającym szybko zidentyfikować optymalnego kandydata.

W poszczególnych badaniach powtarzają się podobne kryteria selekcji. Szczególną uwagę zwraca się na:

  • wiek pacjenta,
  • początkowy rytm zatrzymania krążenia,
  • obecność i jakość RKO prowadzonej przez świadków,
  • czas trwania okresu low-flow.

Problem polega na tym, że kryteria te nie są stosowane jednolicie. Poszczególne badania i systemy ECPR przyjmują odmienne wartości graniczne i różne kombinacje parametrów.

Autorzy podkreślają, że pomimo dwóch dekad badań nie udało się stworzyć algorytmu, który w sposób wystarczająco wiarygodny identyfikowałby najlepszych kandydatów do ECPR.

To jeden z najważniejszych problemów tej metody.

Zbyt szerokie kryteria kwalifikacji mogą prowadzić do wykonywania bardzo zasobochłonnej procedury u pacjentów o minimalnym prawdopodobieństwie dobrego wyniku neurologicznego. Z kolei nadmiernie restrykcyjne kryteria mogą pozbawić możliwości ECPR osoby, które potencjalnie mogłyby z niej skorzystać.

Problem nr 2 – czas low-flow

Jednym z najważniejszych elementów przewijających się przez współczesne badania ECPR jest czas.

W klasycznym ujęciu możemy wyróżnić:

NZK → no-flow → rozpoczęcie RKO → low-flow → rozpoczęcie skutecznego przepływu VA-ECMO.

Okres no-flow oznacza czas bez efektywnego krążenia przed rozpoczęciem resuscytacji.

Low-flow oznacza natomiast okres, podczas którego perfuzja jest podtrzymywana przez RKO, ale pozostaje znacznie mniejsza niż w warunkach fizjologicznych.

Nawet bardzo dobre uciskanie klatki piersiowej nie odtwarza prawidłowego rzutu serca. Wraz z wydłużaniem resuscytacji narasta zatem niedotlenienie tkanek oraz tzw. oxygen debt – dług tlenowy.

Autorzy zwracają uwagę, że terminowe przywrócenie krążenia i utlenowania zatrzymuje dalsze narastanie długu tlenowego i rozpoczyna proces jego „spłacania”.

Z punktu widzenia ECPR prowadzi to do fundamentalnego problemu:

nie wystarczy podłączyć pacjenta do ECMO – trzeba zrobić to odpowiednio wcześnie.

Jak wcześnie należy rozpocząć ECPR?

Tutaj pojawia się jedna z największych luk w wiedzy.

Pomimo dwóch dekad badań nie ustalono precyzyjnego, uniwersalnego progu czasowego, po którego przekroczeniu rozpoczęcie ECPR przestaje przynosić korzyści.

Ma to bardzo duże znaczenie zarówno dla SOR, jak i ZRM oraz całej organizacji regionalnych systemów ECPR.

Jeżeli decyzja o ECPR zostanie podjęta dopiero po bardzo długim okresie nieskutecznego ALS, późniejszy transport do ośrodka ECMO i przygotowanie zespołu dodatkowo wydłużą low-flow.

Z drugiej strony kwalifikacja do ECPR zbyt wcześnie może oznaczać uruchamianie bardzo skomplikowanej procedury u pacjentów, u których ROSC mógłby zostać uzyskany za pomocą standardowego ALS.

Dlatego jednym z najważniejszych kierunków przyszłych badań powinno być ustalenie optymalnego momentu przejścia od klasycznej strategii ALS do strategii ECPR.

Problem nr 3 – co dzieje się po uruchomieniu ECMO?

To jeden z ciekawszych elementów omawianej publikacji.

Duża część dyskusji dotyczącej ECPR koncentruje się na kwalifikacji chorego i czasie kaniulacji. Autorzy wskazują jednak na znacznie słabiej poznany problem: fizjologię pacjenta po rozpoczęciu pozaustrojowego przepływu krwi.

W wielu analizowanych badaniach brakowało szczegółowych danych dotyczących takich parametrów jak:

przepływ pompy ECMO, docelowe średnie ciśnienie tętnicze (MAP), strategia oksygenacji czy sposób prowadzenia kontroli temperatury.

To istotna luka.

Uruchomienie VA-ECMO nie oznacza przecież zakończenia procesu resuscytacji. Pacjent po długotrwałym NZK znajduje się w bardzo złożonym stanie metabolicznym i hemodynamicznym.

Przywrócenie przepływu oznacza jednocześnie rozpoczęcie reperfuzji wcześniej niedokrwionych tkanek.

Dlatego przyszłe badania powinny odpowiadać nie tylko na pytanie, kiedy uruchomić ECMO, ale również:

jak prowadzić przepływ, ciśnienie, oksygenację i inne elementy terapii bezpośrednio po rozpoczęciu ECPR?

Trzy największe luki we współczesnym ECPR

Autorzy przeglądu sprowadzają obecny problem ECPR do trzech wzajemnie powiązanych obszarów:

1. Selekcja pacjenta

Potrzebujemy zwalidowanych kryteriów pozwalających określić, kto ma największą szansę na przeżycie z dobrym wynikiem neurologicznym po ECPR.

2. Niedokrwienie i reperfuzja

Potrzebujemy lepszego zrozumienia procesów patofizjologicznych zachodzących podczas przedłużającej się resuscytacji oraz po gwałtownym przywróceniu efektywnej perfuzji za pomocą VA-ECMO.

3. Czas rozpoczęcia ECPR

Potrzebujemy dokładniejszych danych określających, kiedy ECPR należy rozpocząć i kiedy dalsze przedłużanie okresu low-flow powoduje, że prawdopodobieństwo korzystnego efektu staje się bardzo małe.

Co ważne, tych trzech zagadnień nie można analizować całkowicie niezależnie.

Optymalny czas rozpoczęcia ECPR będzie prawdopodobnie zależał między innymi od charakterystyki pacjenta, przyczyny zatrzymania krążenia, początkowego rytmu, czasu no-flow oraz jakości RKO.

ECPR to nie tylko ECMO

Z punktu widzenia praktyki ratownictwa medycznego publikacja zwraca uwagę na bardzo ważną zmianę sposobu myślenia.

ECPR nie powinno być utożsamiane jedynie z technicznym wykonaniem kaniulacji i uruchomieniem VA-ECMO.

Jest to cała strategia postępowania z wyselekcjonowanym pacjentem z opornym NZK.

Można ją przedstawić jako ciąg:

rozpoznanie potencjalnego kandydata → wysokiej jakości RKO → leczenie odwracalnych przyczyn NZK → wczesna decyzja o ECPR → aktywacja ośrodka → transport/organizacja procedury → kaniulacja → rozpoczęcie przepływu → leczenie przyczyny NZK → kompleksowa opieka poresuscytacyjna.

Opóźnienie na każdym z tych etapów może zwiększać całkowity czas low-flow.

Co z tego wynika dla ZRM?

Dla ratownika medycznego pracującego w ZRM ECPR może wydawać się procedurą typowo szpitalną. W rzeczywistości powodzenie całej strategii może zależeć od zdarzeń zachodzących jeszcze przed przyjęciem pacjenta do ośrodka ECMO.

Znaczenie mają przede wszystkim:

szybkie rozpoznanie NZK, natychmiastowe rozpoczęcie RKO, wysoka jakość uciskania klatki piersiowej, wczesna defibrylacja, prawidłowe ALS, identyfikacja odwracalnych przyczyn oraz możliwie wczesne rozpoznanie pacjenta, który potencjalnie spełnia lokalne kryteria ECPR.

Jeżeli regionalny system przewiduje ECPR, niezwykle ważny staje się również odpowiednio wczesny kontakt z ośrodkiem docelowym.

Nie oznacza to ograniczania standardowego ALS na rzecz ECMO. Wręcz przeciwnie – ECPR opiera się na wysokiej jakości konwencjonalnej resuscytacji prowadzonej do czasu uzyskania skutecznego przepływu pozaustrojowego.

Najważniejszy wniosek

Po około 20 latach intensywnego rozwoju ECPR wiemy znacznie więcej o możliwości wykorzystania VA-ECMO podczas opornego zatrzymania krążenia, ale nadal brakuje odpowiedzi na kilka fundamentalnych pytań.

Nie mamy jednego doskonałego algorytmu kwalifikacji. Nie znamy jednego uniwersalnego, optymalnego progu czasu rozpoczęcia ECPR. Nadal stosunkowo słabo poznane są także optymalne strategie prowadzenia pacjenta bezpośrednio po uruchomieniu krążenia pozaustrojowego.

Dlatego przyszłość ECPR prawdopodobnie nie będzie polegała wyłącznie na zwiększaniu liczby urządzeń ECMO.

Kluczowe może być stworzenie systemów pozwalających odpowiedzieć szybko i jednocześnie na trzy pytania:

KOGO podłączyć?

KIEDY rozpocząć ECPR?

JAK prowadzić pacjenta po rozpoczęciu przepływu?

To właśnie połączenie właściwej selekcji pacjenta, minimalizacji czasu low-flow oraz optymalnego prowadzenia krążenia pozaustrojowego może decydować o rzeczywistej wartości ECPR w leczeniu nagłego zatrzymania krążenia.


Źródło

Vranken N.P.A., Weerwind P.W., Wong R.K. From arrest to circuit: Mapping twenty years of progress and pitfalls in ECPR implementation, patient selection, and initiation timing. The Journal of Extra-Corporeal Technology. 2026;58(3):267–279. Epub 15 September 2026.

DOI: 10.1051/ject/2026019
PMID: 42743427

Pełne dane bibliograficzne i abstrakt publikacji: DOI/PubMed.

DOI: https://doi.org/10.1051/ject/2026019

Jeśli szukasz aktualnego szkolenia na temat resuscytacji, to polecamy ten kurs: Podsumowanie wytycznych resuscytacji – kurs internetowy

Nowe badania dotyczące ECPR i AED – organizacja systemu może decydować o skuteczności resuscytacji

Data aktualizacji: 12 września 2026 r.

Jeśli chcesz poszerzyć swoja wiedzę w obszarze E-CPR polecamy nasze szkolenie interenetowe: Doskonalenie ustawiczne w zawodach medycznych – ECMO – podstawy działania i wskazania do kwalifikacji

W najnowszej literaturze naukowej dotyczącej resuscytacji zwracają uwagę dwie publikacje opublikowane 11 września 2026 r. Pierwsza dotyczy organizacji extracorporeal cardiopulmonary resuscitation (ECPR) w ośrodkach, które nie dysponują stałym wsparciem perfuzjonisty. Druga analizuje problem rozmieszczenia automatycznych defibrylatorów zewnętrznych (AED) w stosunku do przestrzennego ryzyka wystąpienia nagłego zatrzymania krążenia.

Choć badania dotyczą różnych elementów łańcucha przeżycia, łączy je wspólny wniosek: w leczeniu nagłego zatrzymania krążenia nie wystarczy dysponować odpowiednią technologią. Równie istotne jest takie zorganizowanie systemu, aby potrzebne zasoby były dostępne we właściwym miejscu i we właściwym czasie.

ECPR bez stałej obecności perfuzjonisty – jak przygotowane są ośrodki ECMO?

Mishuris E., Wallraff A., Kopp R. i wsp. opublikowali w BMC Emergency Medicine badanie:

„ECPR readiness without perfusionist support: a cross-sectional national survey on circuit preparation, team structure, and training”.

Publikacja ukazała się 11 września 2026 r.

DOI: 10.1186/s12873-026-01766-7

Badanie dotyczy niezwykle praktycznego problemu organizacji ECPR: czy ośrodek może szybko rozpocząć pozaustrojową resuscytację, jeżeli nie dysponuje stałą obecnością perfuzjonisty?

Dlaczego czas rozpoczęcia ECPR jest tak ważny?

ECPR polega na zastosowaniu pozaustrojowego wspomagania krążenia – najczęściej VA-ECMO – u odpowiednio wyselekcjonowanych pacjentów z opornym na standardowe leczenie zatrzymaniem krążenia.

Nie jest to alternatywa dla prawidłowo prowadzonej klasycznej resuscytacji, lecz jedna z możliwości leczenia wybranych pacjentów, u których pomimo prowadzenia ALS nie uzyskano trwałego powrotu spontanicznego krążenia.

Jednym z kluczowych problemów ECPR pozostaje czas low-flow, czyli okres, w którym krążenie pacjenta jest podtrzymywane przede wszystkim za pomocą uciskania klatki piersiowej przed rozpoczęciem skutecznego przepływu pozaustrojowego.

Dlatego sama obecność aparatu ECMO w szpitalu nie oznacza jeszcze rzeczywistej gotowości do prowadzenia ECPR. Konieczne są między innymi odpowiednio przygotowany sprzęt, personel potrafiący uruchomić układ, procedury postępowania oraz regularne szkolenia.

Jak przeprowadzono badanie?

Autorzy przeprowadzili ogólnokrajowe badanie przekrojowe obejmujące niemieckie ośrodki ECMO funkcjonujące bez dedykowanego wsparcia perfuzjonisty.

Analizowano m.in.:

  • sposób przygotowania układów ECMO,
  • czas potrzebny do przygotowania systemu,
  • grupy zawodowe odpowiedzialne za jego uruchomienie,
  • udział personelu pielęgniarskiego,
  • częstotliwość szkoleń,
  • dostępność wewnętrznych standardowych procedur operacyjnych – SOP,
  • zasady przechowywania wcześniej przygotowanych układów ECMO.

Ostatecznie przeanalizowano odpowiedzi z 42 ośrodków. Spośród nich 27 ośrodków, czyli 64%, prowadziło ECPR. Co interesujące, aż 90% badanych placówek wykonywało mniej niż 50 procedur ECMO rocznie.

ECPR – znacznie krótszy czas przygotowania układu

Jednym z najważniejszych wyników badania była różnica w czasie potrzebnym do przygotowania ECMO.

W ośrodkach realizujących ECPR mediana czasu przygotowania wynosiła:

15 minut (IQR 12–18 min; zakres 5–30 min).

W ośrodkach niewykonujących ECPR było to natomiast:

30 minut (IQR 20–40 min; zakres 15–105 min).

Różnica była statystycznie bardzo wyraźna: p < 0,0001, a wielkość efektu określona za pomocą Cliff’s delta wynosiła 0,77 (95% CI 0,54–0,94).

W praktyce oznacza to dwukrotnie krótszą medianę czasu przygotowania systemu w ośrodkach prowadzących ECPR.

Nie należy jednak interpretować tego wyniku jako dowodu, że samo skrócenie przygotowania układu o 15 minut zwiększa przeżywalność. Badanie miało charakter przekrojowy i organizacyjny – nie analizowano w nim wyników neurologicznych ani śmiertelności pacjentów.

Pokazuje ono natomiast bardzo wyraźnie, że ośrodki przygotowane do ECPR funkcjonują organizacyjnie inaczej niż placówki stosujące ECMO poza kontekstem resuscytacji.

Ważna rola pielęgniarek i zespołu interdyscyplinarnego

Bardzo interesujący jest udział personelu pielęgniarskiego w przygotowaniu ECMO.

Pielęgniarki uczestniczyły w uruchamianiu ECMO w:

59% ośrodków wykonujących ECPR

w porównaniu z:

20% ośrodków niewykonujących ECPR.

W ośrodkach ECPR, w których pielęgniarki uczestniczyły w tych procedurach, regularne szkolenie tej grupy zawodowej deklarowano w 87,5% placówek. Dla lekarzy analogiczny odsetek wynosił 60% w ośrodkach, w których lekarze pełnili odpowiednią funkcję.

W całej analizowanej grupie 76% ośrodków prowadziło regularne szkolenia odpowiedzialnego personelu co najmniej raz w roku.

Może to mieć duże znaczenie organizacyjne. ECPR jest procedurą wymagającą współpracy wielu osób i wykonywania szeregu czynności równocześnie. Model uzależniający rozpoczęcie procedury od obecności pojedynczego specjalisty może potencjalnie wydłużać czas do uruchomienia krążenia pozaustrojowego.

Badanie wspiera zatem koncepcję interdyscyplinarnego ECPR team, którego członkowie mają jasno określone kompetencje i są regularnie szkoleni.

SOP w ECPR – standard nadal nie jest jednolity

Kolejnym ważnym elementem badania były standardowe procedury operacyjne.

Wewnętrzne SOP dotyczące ECMO/ECPR posiadało 86% analizowanych ośrodków. Jednocześnie aż 69% respondentów wskazało potrzebę stworzenia uniwersalnej, opartej na dowodach procedury.

Pokazuje to istotny problem współczesnego ECPR: nawet w rozwiniętych systemach istnieją znaczne różnice dotyczące organizacji zespołów, przygotowania urządzeń, zakresu odpowiedzialności poszczególnych grup zawodowych czy sposobu utrzymywania gotowości.

Autorzy zwracają uwagę właśnie na tę heterogeniczność.

Co z wcześniej przygotowanym układem ECMO?

Jednym ze sposobów skracania czasu rozpoczęcia ECPR jest wcześniejsze przygotowanie układu.

Spośród ośrodków deklarujących zdefiniowany maksymalny czas przechowywania przygotowanego systemu wszystkie przestrzegały zalecanego przez Extracorporeal Life Support Organization (ELSO) maksymalnego okresu wynoszącego 30 dni.

To kolejny przykład pokazujący, że skuteczny program ECPR rozpoczyna się znacznie wcześniej niż w chwili przyjęcia pacjenta z trwającym NZK.

Co z tego badania wynika dla praktyki?

Publikacja nie pozwala stwierdzić, że określony model organizacyjny bezpośrednio poprawia przeżywalność. Nie było to badanie kliniczne porównujące wyniki leczenia pacjentów.

Dostarcza jednak ważnych danych dotyczących gotowości systemowej do ECPR.

W praktyce program ECPR powinien obejmować nie tylko zakup i dostępność aparatu ECMO, ale również:

wcześniejsze przygotowanie sprzętu → jasne kryteria aktywacji zespołu → określony podział kompetencji → możliwość szybkiego przygotowania układu → regularne szkolenia interdyscyplinarne → SOP → okresowe ćwiczenia całej procedury.

W warunkach ECPR każde opóźnienie organizacyjne może zwiększać czas low-flow. Dlatego gotowość zespołu może być równie istotnym elementem programu jak sama technologia.

Źródło: Mishuris E., Wallraff A., Kopp R. i wsp. ECPR readiness without perfusionist support: a cross-sectional national survey on circuit preparation, team structure, and training. BMC Emergency Medicine. 2026. DOI: 10.1186/s12873-026-01766-7.


AED powinien znajdować się tam, gdzie dochodzi do zatrzymań krążenia – a nie tylko tam, gdzie łatwo go zainstalować

Drugą interesującą publikacją jest praca:

Su C., Wang S., Zhou J. i wsp. „Assessing the spatial alignment between AED supply and spatiotemporal cardiac arrest risk in Beijing: a multi-source geospatial analysis”.

Badanie opublikowano 11 września 2026 r. w International Journal of Health Geographics.

DOI: 10.1186/s12942-026-00492-4.

Autorzy podjęli problem, który ma znaczenie dla praktycznie każdego programu publicznego dostępu do defibrylacji (PAD):

Czy AED są rzeczywiście umieszczane tam, gdzie istnieje największe ryzyko wystąpienia nagłego zatrzymania krążenia?

Liczba AED to nie wszystko

Tradycyjne programy rozbudowy sieci AED często koncentrują się na miejscach o dużym przepływie ludzi: centrach handlowych, dworcach, lotniskach, obiektach sportowych, urzędach czy innych budynkach użyteczności publicznej.

Takie podejście jest logiczne, ale może nie odzwierciedlać rzeczywistego rozkładu ryzyka OHCA.

Autorzy badania przeprowadzonego w Pekinie zastosowali bardziej zaawansowane podejście. Zamiast analizować jedynie rozmieszczenie urządzeń, zestawili podaż AED z przestrzennym i czasowym ryzykiem wystąpienia zatrzymania krążenia.

Jak oceniono ryzyko?

Do stworzenia modelu wykorzystano wiele źródeł danych geograficznych.

Uwzględniono m.in.:

  • rozmieszczenie ludności,
  • udział osób starszych,
  • aktywność mieszkańców w przestrzeni publicznej,
  • charakter zabudowy,
  • funkcje poszczególnych części miasta,
  • skupiska ludności w godzinach nocnych,
  • dane dotyczące infrastruktury,
  • sieć drogową.

Powstał złożony przestrzenny indeks ryzyka.

Spośród analizowanych elementów największe znaczenie miała obecność populacji osób starszych, której przypisano wagę 0,3756.

Jest to ważna obserwacja, ponieważ pokazuje, że planowanie sieci AED wyłącznie na podstawie liczby osób przemieszczających się przez dane miejsce może prowadzić do pominięcia obszarów zamieszkałych przez populację szczególnie zagrożoną NZK.

Cztery minuty jako praktyczne okno dostępności AED

Autorzy oceniali dostępność urządzeń z wykorzystaniem rzeczywistej sieci drogowej.

Przyjęto całkowite 4-minutowe okno interwencji, z czego około jednej minuty przeznaczono na czynności związane z użyciem AED. W praktyce oznaczało to około 3 minut efektywnego czasu na dotarcie do urządzenia.

To znacznie bardziej realistyczne podejście niż proste wyznaczenie okręgu o określonym promieniu wokół AED. Rzeczywisty dostęp zależy przecież od ulic, przejść, budynków, przeszkód oraz sposobu przemieszczania się osoby udającej się po urządzenie.

AED są tam, gdzie jest dużo ludzi – ale niekoniecznie tam, gdzie ryzyko jest największe

Analiza wykazała charakterystyczny wzorzec.

Duże zagęszczenie AED występowało przede wszystkim w:

centrach handlowych, obiektach publicznych i węzłach komunikacyjnych.

Jednocześnie autorzy stwierdzili strukturalne niedobory urządzeń w niektórych obszarach mieszkalnych o wysokim przewidywanym ryzyku zatrzymania krążenia.

Oznacza to, że sieć AED może wyglądać dobrze pod względem liczby urządzeń przypadających na mieszkańców, a mimo tego nie zapewniać optymalnej dostępności tam, gdzie prawdopodobieństwo wykorzystania defibrylatora jest największe.

„High-Demand, High-Gap” – miejsca, które powinny otrzymać AED w pierwszej kolejności

Autorzy zastosowali analizę przestrzenną pozwalającą zidentyfikować obszary określone jako:

High-Demand, High-Gap (H-H),

czyli miejsca charakteryzujące się jednocześnie:

wysokim zapotrzebowaniem/ryzykiem + dużym niedoborem dostępności AED.

Globalny dwuwymiarowy współczynnik Moran’s I wynosił −0,496, wskazując na istotne przestrzenne niedopasowanie pomiędzy ryzykiem a luką w podaży AED. Analiza lokalna pozwoliła następnie wskazać konkretne obszary wymagające priorytetowej interwencji.

Z punktu widzenia planowania systemu jest to znacznie bardziej użyteczna informacja niż sama mapa istniejących urządzeń.

Od „więcej AED” do „AED we właściwym miejscu”

To prawdopodobnie najważniejszy praktyczny wniosek z publikacji.

Autorzy wskazują, że po osiągnięciu pewnego podstawowego poziomu nasycenia miasta urządzeniami korzyść z prostego zwiększania liczby AED może stopniowo maleć.

Kolejnym etapem rozwoju systemu powinno być precyzyjne rozmieszczanie defibrylatorów na podstawie rzeczywistego ryzyka.

Można to przedstawić jako zmianę podejścia:

„Gdzie możemy zainstalować AED?”

na:

„Gdzie AED ma największą szansę zostać wykorzystany w pierwszych minutach NZK?”

To zasadnicza różnica.

W praktyce oznacza to konieczność uwzględniania nie tylko centrów handlowych, dworców i dużych zakładów pracy, ale również osiedli mieszkaniowych, skupisk osób starszych oraz miejsc, w których dostęp do istniejących AED jest czasowo ograniczony.

Znaczenie dla organizacji systemów PAD w Polsce

Badanie przeprowadzono w Pekinie, dlatego jego wyników nie można bezpośrednio przenosić na polskie miasta. Sama metodologia jest jednak bardzo interesująca.

Przy planowaniu rozmieszczenia AED można łączyć dane dotyczące:

wieku mieszkańców + gęstości zaludnienia + historycznych lokalizacji OHCA + czasu dojazdu ZRM + rzeczywistej dostępności istniejących AED + godzin dostępności urządzeń + sieci pieszej i drogowej.

Dopiero połączenie tych informacji może pozwolić na identyfikację rzeczywistych „białych plam” systemu publicznego dostępu do defibrylacji.

Szczególnie istotne może być uwzględnienie osiedli mieszkaniowych i populacji osób starszych, zamiast koncentracji wyłącznie na miejscach o dużym przepływie osób.

Źródło: Su C., Wang S., Zhou J. i wsp. Assessing the spatial alignment between AED supply and spatiotemporal cardiac arrest risk in Beijing: a multi-source geospatial analysis. International Journal of Health Geographics. 2026. DOI: 10.1186/s12942-026-00492-4.


Wspólny wniosek: w resuscytacji liczy się nie tylko sprzęt, ale dostępność w czasie

Obie publikacje dotyczą pozornie zupełnie innych problemów. Pierwsza analizuje ECPR – jedną z najbardziej zaawansowanych metod leczenia opornego zatrzymania krążenia. Druga dotyczy AED, czyli urządzenia przeznaczonego do wykorzystania jeszcze przed przybyciem profesjonalnych służb ratunkowych.

W rzeczywistości oba badania pokazują podobny problem.

Technologia ratuje życie dopiero wtedy, gdy można wykorzystać ją odpowiednio szybko.

W przypadku AED oznacza to urządzenie znajdujące się wystarczająco blisko miejsca wystąpienia NZK i rzeczywiście dostępne dla świadka zdarzenia.

W przypadku ECPR oznacza to odpowiednio wyselekcjonowanego pacjenta, właściwie zorganizowany zespół, przygotowany sprzęt, jasny SOP i możliwość szybkiego rozpoczęcia krążenia pozaustrojowego.

Można więc spojrzeć na te dwa badania jako na analizę dwóch krańców współczesnego systemu resuscytacji:

wczesna defibrylacja AED → ALS → leczenie opornego NZK → u wybranych pacjentów ECPR/VA-ECMO.

Na każdym z tych etapów jednym z podstawowych ograniczeń pozostaje czas.

Dlatego rozwój współczesnych systemów leczenia nagłego zatrzymania krążenia nie powinien ograniczać się do zwiększania liczby urządzeń czy ośrodków. Coraz większe znaczenie będzie miało optymalizowanie ich rozmieszczenia, dostępności, organizacji zespołów oraz skracanie czasu od wystąpienia NZK do wdrożenia interwencji, która może zmienić rokowanie pacjenta.

Piśmiennictwo

  1. Mishuris E., Wallraff A., Kopp R., Larmann J., Strudthoff L.J., Bleilevens C. i wsp. ECPR readiness without perfusionist support: a cross-sectional national survey on circuit preparation, team structure, and training. BMC Emergency Medicine. 2026. DOI: 10.1186/s12873-026-01766-7.
  2. Su C., Wang S., Zhou J., Li X., Xu D. i wsp. Assessing the spatial alignment between AED supply and spatiotemporal cardiac arrest risk in Beijing: a multi-source geospatial analysis. International Journal of Health Geographics. 2026. DOI: 10.1186/s12942-026-00492-4.

Czy pielęgniarka powinna móc podać adrenalinę podczas NZK bez oczekiwania na lekarza? Nowe badanie dotyczące resuscytacji wewnątrzszpitalnej

Czas jest jednym z kluczowych elementów resuscytacji. Dotyczy to rozpoczęcia uciskania klatki piersiowej, defibrylacji, identyfikacji przyczyn odwracalnych, ale również podania adrenaliny w zatrzymaniu krążenia z rytmem niedefibrylacyjnym.

Nowe badanie opublikowane 9 września 2026 r. w „World Journal of Critical Care Medicine” oceniło ciekawą zmianę organizacyjną: pielęgniarki zostały upoważnione do samodzielnego podania pierwszej dawki adrenaliny u pacjenta z wewnątrzszpitalnym zatrzymaniem krążenia (IHCA) i rytmem niedefibrylacyjnym, bez konieczności oczekiwania na zlecenie lekarza.

Efekt organizacyjny był wyraźny. Mediana czasu do podania adrenaliny skróciła się o połowę, a znacznie więcej pacjentów otrzymywało lek w ciągu pierwszych dwóch minut. Nie przełożyło się to jednak na wzrost odsetka ROSC ani poprawę przeżycia do wypisu.

Dlaczego autorzy przeprowadzili to badanie?

W rytmach niedefibrylacyjnych – asystolii i PEA – nie ma wskazania do defibrylacji. Jednym z elementów zaawansowanej resuscytacji jest natomiast możliwie wczesne podanie adrenaliny i równoległe poszukiwanie przyczyn odwracalnych.

W praktyce wewnątrzszpitalnej może jednak powstawać problem organizacyjny. Pielęgniarka rozpoznaje zatrzymanie krążenia, rozpoczynane jest RKO, ale podanie leku wymaga zgody lub zlecenia lekarza. Autorzy zwrócili uwagę, że hierarchiczna organizacja pracy, konieczność autoryzacji oraz oczekiwanie na lekarza mogą powodować możliwe do uniknięcia opóźnienie.

W badanym szpitalu w Indiach zdecydowano więc w 2019 r. o zmianie procedury.

Po jej wprowadzeniu pielęgniarka, która rozpoznała NZK i stwierdziła rytm niedefibrylacyjny – PEA lub asystolię – mogła natychmiast podać 1 mg adrenaliny dożylnie, bez wcześniejszej autoryzacji lekarza.

Nie była to wyłącznie zmiana zapisu w procedurze

Przed wdrożeniem nowych zasad przeprowadzono szkolenia pielęgniarek obejmujące rozpoznawanie zatrzymania krążenia oraz wskazania do wczesnego stosowania adrenaliny w rytmach niedefibrylacyjnych. Wykorzystano również istniejący w szpitalu system szkoleń symulacyjnych.

Co ważne, nie zmieniono rozmieszczenia wózków resuscytacyjnych ani dostępności leku. Adrenalina była już wcześniej dostępna w standardowych zestawach resuscytacyjnych. Monitorowano natomiast przestrzeganie nowej procedury oraz analizowano zdarzenia podczas comiesięcznych przeglądów jakości.

Oceniano zatem przede wszystkim efekt zmiany kompetencyjno-organizacyjnej, a nie poprawy fizycznej dostępności adrenaliny.

Jak przeprowadzono badanie?

Była to retrospektywna analiza danych zbieranych prospektywnie w rejestrze zatrzymań krążenia w Christian Medical College Vellore w Indiach.

Porównano dwa okresy:

przed interwencją: 1 września 2018 – 26 listopada 2019 r.,

po interwencji: 27 listopada 2019 – 31 grudnia 2021 r.

W pierwszym okresie pierwszą dawkę adrenaliny podawano w systemie zależnym od lekarza. W drugim pielęgniarki mogły podać ją samodzielnie po rozpoznaniu IHCA z rytmem niedefibrylacyjnym.

Do badania włączono wyłącznie osoby dorosłe z asystolią lub PEA. Wyłączono pacjentów z OIT i sal operacyjnych, osoby z wcześniejszym zleceniem „do not resuscitate”, dzieci oraz przypadki OHCA.

450 zatrzymań krążenia

W analizowanym okresie zarejestrowano 467 IHCA. Wykluczono 17 przypadków z rytmem defibrylacyjnym – 10 VF i 7 pVT.

Ostatecznie badaniem objęto 450 przypadków IHCA z rytmem niedefibrylacyjnym:

  • przed zmianą procedury – 162,
  • po zmianie – 288.

Średni wiek pacjentów wynosił 52,5 ± 16,1 roku, a 63,1% stanowili mężczyźni. Grupy nie różniły się istotnie pod względem wieku ani płci.

Aż 425 przypadków, czyli 94,4%, stanowiła asystolia, natomiast PEA występowała jedynie u 25 pacjentów – 5,6%. To bardzo ważne przy interpretacji wyników, ponieważ badanie w praktyce opisuje przede wszystkim populację pacjentów z asystolią.

Prawie wszystkie zatrzymania były świadkowane – 98,9%, a 92,4% pacjentów było monitorowanych przed NZK. Mediana czasu od rozpoznania zatrzymania krążenia do rozpoczęcia RKO wynosiła 0 minut w obu okresach.

Najważniejszy wynik: pierwszą adrenalinę podawano dwa razy szybciej

Za „wczesne” podanie adrenaliny autorzy uznali podanie pierwszej dawki w ciągu 2 minut od rozpoznania zatrzymania krążenia.

Przed zmianą procedury adrenalinę w tym czasie otrzymywało:

46,0% pacjentów.

Po umożliwieniu pielęgniarkom samodzielnego podawania pierwszej dawki:

74,3% pacjentów.

Różnica była wysoce istotna statystycznie:

p < 0,001.

Jeszcze lepiej zmianę pokazuje rzeczywisty czas do podania leku.

Mediana wynosiła:

przed interwencją: 4 minuty (IQR 1–6)

po interwencji: 2 minuty (IQR 0–3).

W praktyce mediana czasu oczekiwania na pierwszą dawkę adrenaliny została więc zmniejszona o 50%.

Po zmianie organizacyjnej szansa na podanie adrenaliny w ciągu 2 minut była około 3,4 razy większa: OR 3,39; 95% CI 2,18–5,29.

Czy wzrosła częstość ROSC?

I tutaj pojawia się najważniejszy element badania.

Nie wykazano istotnego zwiększenia odsetka ROSC.

Łącznie ROSC uzyskało 260 z 450 pacjentów – 57,8%.

Przed zmianą procedury ROSC uzyskano u 56,8%, a po zmianie u 58,3% pacjentów.

Różnica była nieistotna:

p = 0,74.

Samo umożliwienie pielęgniarkom wcześniejszego podania adrenaliny nie doprowadziło więc do statystycznie istotnego zwiększenia liczby pacjentów odzyskujących spontaniczne krążenie.

Ale ROSC uzyskiwano znacznie szybciej

Znacznie ciekawsza była analiza czasu potrzebnego do odzyskania krążenia.

Wśród pacjentów, którzy uzyskali ROSC, mediana czasu wynosiła:

przed interwencją: 20 min (IQR 12–30)

po interwencji: 12 min (IQR 8–23).

Różnica wynosiła zatem aż 8 minut i była istotna statystycznie:

p < 0,001.

W grupie pacjentów, którzy ostatecznie uzyskali ROSC, mediana czasu do pierwszej dawki adrenaliny spadła jednocześnie z 3 do 1 minuty.

To jeden z bardziej interesujących wyników badania: liczba przypadków zakończonych ROSC praktycznie się nie zmieniła, ale w grupie pacjentów odzyskujących krążenie następowało to zdecydowanie szybciej.

Co pokazuje bezpośrednie porównanie „adrenalina ≤2 min” vs „adrenalina >2 min”?

Autorzy przeprowadzili dodatkową analizę niezależną od okresu badania. Spośród 450 pacjentów dokładny czas podania adrenaliny był dostępny dla 426 osób.

Podzielono ich na dwie grupy:

adrenalina ≤2 min – 274 pacjentów

oraz

adrenalina >2 min – 152 pacjentów.

ROSC uzyskano odpowiednio u:

60,6% pacjentów otrzymujących lek do 2 minut

i

50,0% otrzymujących go później.

Różnica była istotna statystycznie:

p = 0,04.

Czas do ROSC również był krótszy:

14 min (IQR 8–26) przy adrenalinie ≤2 min

wobec

20,5 min (IQR 12–30) przy późniejszym podaniu,

p = 0,006.

Na pierwszy rzut oka można byłoby zatem wyciągnąć prosty wniosek: wcześniejsza adrenalina zwiększa szansę ROSC.

Analiza wieloczynnikowa pokazuje jednak, że sytuacja jest bardziej złożona.

Wcześniejsza adrenalina nie była niezależnym predyktorem ROSC

W analizie jednoczynnikowej szybsze podanie adrenaliny wiązało się z większym prawdopodobieństwem ROSC. Każda kolejna minuta opóźnienia wiązała się z OR 0,94 (95% CI 0,89–0,99; p=0,03).

Po jednoczesnym uwzględnieniu innych czynników zależność przestała być istotna:

OR = 0,97; 95% CI 0,92–1,03; p=0,33.

To niezwykle ważny wynik.

Pacjenci otrzymujący adrenalinę wcześnie różnili się bowiem także pod względem innych elementów prowadzenia resuscytacji.

Jeszcze ważniejsze mogło być szybkie działanie całego systemu

Po zmianie procedury nie poprawił się wyłącznie czas podania adrenaliny.

Mediana czasu do aktywowania zespołu resuscytacyjnego CART (Cardiac Arrest and Resuscitation Team) skróciła się:

z 4 do 2 minut – p < 0,001.

Mediana czasu do przybycia CART:

z 6,5 do 4 minut – p < 0,001.

Jeszcze większą zmianę zaobserwowano w rozpoznawaniu potencjalnie odwracalnej przyczyny zatrzymania krążenia.

Przed interwencją odwracalną przyczynę identyfikowano u:

53,7% pacjentów.

Po interwencji:

79,2%.

Różnica była bardzo duża i istotna:

p < 0,001.

Oznacza to, że po wdrożeniu nowego modelu zmieniło się znacznie więcej niż samo uprawnienie do podania adrenaliny.

Co rzeczywiście niezależnie wiązało się z ROSC?

W modelu wieloczynnikowym uwzględniono m.in. wiek, rytm, czas do przybycia CART, czas do pierwszej adrenaliny i rozpoznanie przyczyny odwracalnej.

Czas do pierwszej dawki adrenaliny nie pozostał niezależnym predyktorem ROSC.

Natomiast z ROSC niezależnie wiązały się:

szybsze przybycie CART – OR 0,96 na kolejną minutę; 95% CI 0,92–1,00,

oraz

rozpoznanie przyczyny odwracalnej – około dwukrotnie większe szanse ROSC. W tekście wyników autorzy podają OR 2,0; 95% CI 1,21–3,34; p=0,007, natomiast tabela regresji raportuje OR 1,71; 95% CI 1,10–2,67; p=0,02.

Ta niewielka niespójność wartości pomiędzy tekstem publikacji a tabelą nie zmienia kierunku wniosku, ale warto ją odnotować przy krytycznej ocenie artykułu.

Wcześniejsza adrenalina nie poprawiła przeżycia

To drugi najważniejszy wynik badania.

W analizie pacjentów, dla których znany był czas podania leku, przeżycie po 24 godzinach od ROSC wynosiło:

52,4% – adrenalina ≤2 min

vs

56,6% – adrenalina >2 min,

p = 0,58.

Przeżycie do wypisu wśród osób z ROSC wynosiło natomiast:

17,5% vs 23,7%,

p = 0,29.

Nie ma zatem dowodu, że podanie adrenaliny w pierwszych dwóch minutach poprawiło przeżycie.

Co więcej, gdy porównano całe okresy przed i po interwencji, przeżycie do wypisu było liczbowo niższe po zmianie procedury: 10,1% wobec 16,7%.

Nie należy jednak interpretować tego jako dowodu szkodliwości wcześniejszego podawania adrenaliny.

Dlaczego śmiertelność była większa po zmianie procedury?

Okres po interwencji przypadł częściowo na pandemię COVID-19.

W pierwotnej analizie okres po interwencji był związany z większą śmiertelnością: skorygowany OR 1,89; 95% CI 1,04–3,43; p=0,04. Jednocześnie każda kolejna jednostka liczby cykli RKO wiązała się z większym prawdopodobieństwem zgonu: OR 1,19; 95% CI 1,11–1,28; p<0,001.

Autorzy wykonali więc analizę czułości po usunięciu zatrzymań krążenia występujących w okresie COVID-19.

Po ich wyłączeniu różnica śmiertelności przestała być statystycznie istotna:

OR 1,61; 95% CI 0,82–3,21; p=0,14.

Natomiast efekt dotyczący wcześniejszego podawania adrenaliny pozostał bardzo wyraźny:

OR 3,47; 95% CI 2,10–5,74; p<0,001 dla podania jej w ciągu 2 minut w okresie po interwencji.

Autorzy przeprowadzili również analizę szeregów czasowych. Nie stwierdzono stopniowego trendu, który mógłby sam wyjaśniać poprawę, natomiast bezpośrednio po wdrożeniu procedury pojawiła się istotna zmiana poziomu częstości terminowego podawania adrenaliny.

Co badanie mówi naprawdę?

Najprostszy przekaz „pielęgniarki zaczęły wcześniej podawać adrenalinę i dzięki temu pacjenci szybciej odzyskiwali krążenie” byłby zbyt daleko idący.

Badanie bardzo dobrze pokazuje pierwszą część tego zdania: zmiana procedury skutecznie skróciła czas do pierwszej dawki adrenaliny.

Nie pozwala jednak wykazać, że właśnie adrenalina była przyczyną skrócenia czasu do ROSC.

W tym samym okresie:

  • szybciej aktywowano zespół resuscytacyjny,
  • CART szybciej docierał do chorego,
  • znacznie częściej identyfikowano przyczynę odwracalną,
  • prowadzono szkolenia personelu,
  • funkcjonował system kontroli jakości i regularnych audytów.

Była to więc w praktyce zmiana funkcjonowania systemu resuscytacyjnego, której jednym z ważnych elementów było zwiększenie samodzielności pielęgniarek.

Ciekawy wniosek: przyczyna odwracalna może mieć większe znaczenie niż sama szybkość podania leku

Z punktu widzenia praktyki resuscytacyjnej jest to być może najważniejszy wynik publikacji.

W prostej analizie wcześniejsza adrenalina wiązała się z ROSC. Po uwzględnieniu innych czynników zależność ta znikała.

Rozpoznanie przyczyny odwracalnej pozostało natomiast niezależnie związane z większą szansą odzyskania krążenia.

Wynik przypomina więc o podstawowej zasadzie ALS: adrenalina jest elementem postępowania, ale nie zastępuje identyfikacji i leczenia przyczyny zatrzymania krążenia.

Podanie leku można wykonać szybko i poprawnie, ale jeżeli przyczyną PEA jest np. hipowolemia, tamponada serca, odma prężna, hipoksja czy masywna zatorowość płucna, kluczowym elementem postępowania pozostaje odpowiednie leczenie przyczynowe.

Co zmiana organizacyjna osiągnęła?

Najważniejsze wyniki można zestawić następująco:

Wynik Przed zmianą Po zmianie
Adrenalina ≤2 min 46,0% 74,3%
Mediana czasu do 1. dawki 4 min 2 min
Czas aktywacji CART 4 min 2 min
Czas przybycia CART 6,5 min 4 min
Rozpoznana przyczyna odwracalna 53,7% 79,2%
ROSC 56,8% 58,3%
Czas do ROSC 20 min 12 min
Przeżycie do wypisu 16,7% 10,1%

Różnica dotycząca ROSC nie była istotna statystycznie, podobnie wcześniejsze podanie adrenaliny nie przełożyło się na wykazaną poprawę przeżycia. Różnica śmiertelności pomiędzy okresami straciła natomiast istotność po wyłączeniu okresu COVID-19.

Ograniczenia badania

Przede wszystkim nie było to randomizowane badanie kliniczne. Była to jednoośrodkowa analiza typu pre-post, dlatego równoczesne zmiany w organizacji pracy mogą silnie zakłócać ocenę rzeczywistego wpływu wcześniejszego podawania adrenaliny.

Autorzy nie wykonali przed rozpoczęciem badania formalnej kalkulacji wymaganej wielkości próby. Badanie mogło więc mieć zbyt małą moc do wykrycia niewielkiej różnicy w przeżywalności lub częstości ROSC.

Nie zbierano również w sposób systematyczny informacji o wyjściowej ciężkości stanu pacjentów ani szczegółach opieki poresuscytacyjnej. Nie można wykluczyć różnic w obciążeniu chorobami pomiędzy okresami.

Istotne jest także to, że rytm kwalifikujący pacjenta do wczesnego podania adrenaliny rozpoznawał personel oddziału. Nie przeprowadzono systematycznego audytu zgodności rozpoznania rytmu przez pielęgniarkę z późniejszą oceną lekarza lub CART, dlatego autorzy nie mogą wykluczyć błędnej klasyfikacji części rytmów.

Nie analizowano obiektywnych parametrów jakości RKO, takich jak jakość ucisków czy trendy EtCO₂, a co szczególnie ważne – nie oceniano wyników neurologicznych ani długoterminowego stanu funkcjonalnego pacjentów. Obserwacja kończyła się na przeżyciu do wypisu.

Czy wyniki można bezpośrednio przełożyć na polski szpital?

Nie bezpośrednio.

Badanie przeprowadzono w jednym dużym ośrodku akademickim w Indiach, w konkretnym modelu organizacyjnym, w którym konieczność uzyskania zgody lekarza stanowiła zidentyfikowaną przyczynę opóźnienia podania adrenaliny. Wyniki dotyczą ponadto przede wszystkim asystolii – stanowiła ona ponad 94% wszystkich analizowanych zatrzymań krążenia.

Publikacja nie jest więc dowodem, że w każdym szpitalu zmiana zakresu samodzielności pielęgniarki poprawi wyniki leczenia IHCA.

Pokazuje natomiast coś bardziej uniwersalnego: warto analizować cały proces resuscytacji i usuwać zbędne opóźnienia wynikające nie z medycyny, lecz z organizacji pracy.

Najważniejszy wniosek dla SOR i zespołów resuscytacyjnych

Badanie Chacko i wsp. pokazuje, że odpowiednio przeszkolony personel pielęgniarski może skutecznie realizować protokół umożliwiający natychmiastowe podanie pierwszej dawki adrenaliny w IHCA z rytmem niedefibrylacyjnym.

Po wprowadzeniu procedury:

czas do adrenaliny skrócił się z 4 do 2 minut, a czas do ROSC z 20 do 12 minut.

Nie wykazano jednak zwiększenia ogólnego odsetka ROSC ani poprawy przeżycia do wypisu. Co więcej, po korekcie sam czas podania adrenaliny nie był niezależnym predyktorem ROSC, natomiast istotne pozostawały szybkie działanie zespołu resuscytacyjnego i identyfikacja przyczyny odwracalnej.

Dlatego najciekawszy wniosek z tej publikacji nie brzmi:

„adrenalinę trzeba podać jak najszybciej za wszelką cenę”.

Bardziej uzasadniony wniosek to:

„dobrze zorganizowany system powinien usuwać zbędne opóźnienia, pozwalać kompetentnemu personelowi działać natychmiast i równolegle koncentrować się na wysokiej jakości RKO oraz rozpoznaniu i leczeniu odwracalnej przyczyny NZK”.

Źródło

Chacko B., Jacob A.S., Thomas L., Anitha L., John S.A.S., Sanghi A.E., Raja N.P., Rao S.V., Adhikari D.D., Vijayananthan S., Anita E.A., Amala V., Yadav B., Peter J.V.
Impact of nurse empowerment for early adrenaline administration for in-hospital cardiac arrest resuscitation: A pre-post intervention study.
World Journal of Critical Care Medicine. 2026;15(3):119122.
Opublikowano online: 9 września 2026 r.
DOI: 10.5492/wjccm.119122.

Polecamy nasz kurs na temat aktualnych wytycznych resuscytacji znajdziesz tutaj: kurs online wytyczne resuscytacji

Nowe badania nad zatrzymaniem krążenia: odwracalne przyczyny NZK, FIB-4 i nowy biomarker rokowania neurologicznego

We wrześniu 2026 r. ukazały się trzy interesujące publikacje dotyczące resuscytacji i opieki nad pacjentem po nagłym zatrzymaniu krążenia. Badania dotyczą różnych etapów postępowania: poszukiwania odwracalnych przyczyn podczas RKO, oceny odpowiedzi narządowej po ROSC oraz prognozowania wyniku neurologicznego.

Pierwsza praca pokazuje, że profil klinicznie rozpoznawanych przyczyn odwracalnych może różnić się pomiędzy zatrzymaniem krążenia występującym już w SOR a OHCA. Druga sprawdza, czy prosty wskaźnik FIB-4 może pomagać w ocenie rokowania po pozaszpitalnym NZK. Trzecia wykorzystuje proteomikę do poszukiwania nowych biomarkerów uszkodzenia mózgu i wskazuje na annexin A10 – ANXA10 jako potencjalnie interesujący marker.

1. Odwracalne przyczyny NZK – czy w SOR są inne niż w OHCA?

Jedną z podstaw zaawansowanej resuscytacji jest aktywne poszukiwanie potencjalnie odwracalnych przyczyn zatrzymania krążenia. W praktyce europejskiej wykorzystuje się przede wszystkim schemat 4H/4T, natomiast autorzy nowego badania opublikowanego w Resuscitation Plus zastosowali amerykański schemat 5H/5T.

Wongtanasarasin i wsp. postawili pytanie, czy częstość poszczególnych odwracalnych przyczyn jest podobna u osób, u których zatrzymanie krążenia następuje już w oddziale ratunkowym, oraz u pacjentów z OHCA przywożonych do szpitala podczas trwającej resuscytacji.

Badanie miało charakter retrospektywny i objęło pacjentów leczonych w szpitalu uniwersyteckim w północnej Tajlandii w latach 2018–2024. Łącznie przeanalizowano 910 dorosłych pacjentów poddawanych RKO. W tej grupie:

  • 275 pacjentów – 30,2% – miało EDCA, czyli zatrzymanie krążenia występujące już w oddziale ratunkowym,
  • 635 pacjentów – 69,8% – miało OHCA i zostało przywiezionych do oddziału podczas trwającej RKO, bez wcześniejszego ROSC.

Hipoksja pozostaje najczęstszym problemem

Najczęściej rozpoznawaną potencjalnie odwracalną przyczyną była hipoksja. Stwierdzano ją jednak rzadziej w EDCA niż w OHCA:

EDCA: 46,6%
OHCA: 57,2%

Po uwzględnieniu czynników zakłócających skorygowany iloraz szans wyniósł:

aOR = 0,61; 95% CI 0,45–0,83.

Oznacza to, że hipoksja była klinicznie rozpoznawana wyraźnie częściej u pacjentów z pozaszpitalnym zatrzymaniem krążenia.

Możliwe wyjaśnienie jest dość intuicyjne. Pacjent znajdujący się już w SOR może być monitorowany, otrzymywać tlenoterapię, wentylację lub mieć wcześniej zabezpieczone drogi oddechowe. W OHCA pogorszenie oddychania może natomiast pozostawać nierozpoznane przez dłuższy czas.

Nie jest to jednak dowód, że hipoksja „powoduje” określony odsetek zatrzymań krążenia. Autorzy wyraźnie zaznaczają, że analizowano przyczyny rozpoznane lub podejrzewane podczas resuscytacji, a nie zawsze ostateczne rozpoznanie etiologiczne.

Hipowolemia znacznie częstsza w EDCA

Odwrotna zależność wystąpiła w przypadku hipowolemii.

Rozpoznawano ją u:

33,1% pacjentów z EDCA

wobec

23,2% pacjentów z OHCA.

Po korekcie:

aOR = 1,80; 95% CI 1,22–2,65.

Może mieć to znaczenie praktyczne dla SOR. Pacjenci zatrzymujący się już po przyjęciu do oddziału mogą być leczeni z powodu krwotoku, ciężkiego urazu, odwodnienia, wstrząsu lub innych stanów prowadzących do krytycznego zmniejszenia objętości krwi krążącej.

Jednocześnie autorzy wskazują na możliwość efektu selekcji. Pacjenci z bardzo ciężkim urazowym lub krwotocznym OHCA mogą mieć zakończoną resuscytację jeszcze w warunkach przedszpitalnych i tym samym w ogóle nie trafić do analizowanej grupy OHCA.

Tamponada serca – mało przypadków, ale duża różnica

Szczególnie interesująca była tamponada serca.

Rozpoznawano ją u:

2,9% pacjentów z EDCA

i jedynie

0,6% pacjentów z OHCA.

Skorygowany iloraz szans wyniósł aż:

aOR = 5,14; 95% CI 1,52–17,40.

Nie oznacza to jednak, że tamponada jest pięciokrotnie częstszą rzeczywistą przyczyną NZK w SOR. Liczba przypadków była niewielka, a przedział ufności szeroki.

Dodatkowo w SOR częściej dostępne jest POCUS – point-of-care ultrasonography, co może zwiększać prawdopodobieństwo rozpoznania płynu w worku osierdziowym i tamponady podczas trwającego RKO. Różnica może więc wynikać zarówno z odmiennej populacji pacjentów, jak i z lepszych możliwości diagnostycznych.

Kwasica także występowała bardzo często

Ciężką kwasicę rozpoznawano u:

  • 41,5% pacjentów z EDCA,
  • 48,4% pacjentów z OHCA.

W przeciwieństwie do hipoksji, hipowolemii i tamponady nie wykazano jednak istotnej skorygowanej różnicy pomiędzy grupami. Podobnie nie stwierdzono istotnych różnic dotyczących m.in. zaburzeń potasu, zawału, zatorowości płucnej, odmy prężnej, hipotermii i zatruć.

Co z tego wynika dla praktyki?

Badanie nie daje podstaw do zmiany algorytmu 4H/4T ani do pomijania którejkolwiek potencjalnie odwracalnej przyczyny.

Pokazuje natomiast coś istotnego dla sposobu myślenia podczas resuscytacji: prawdopodobieństwo poszczególnych problemów zależy od kontekstu klinicznego.

U chorego zatrzymującego się w SOR szczególnej uwagi mogą wymagać m.in. hipowolemia i mechaniczne przyczyny możliwe do wykrycia w POCUS. W OHCA nadal bardzo ważnym problemem pozostaje hipoksja.

Autorzy podkreślają, że jest to badanie jednoośrodkowe i nie można automatycznie przenosić przedstawionych proporcji na europejski czy polski system ratownictwa.

Jeśli interesuje Ciebie tematyka resuscytacji, więcej dowiesz się z kursu – Podsumowanie wytycznych resuscytacji kurs internetowy


2. FIB-4 po OHCA – czy prosty wskaźnik może przewidywać zgon?

Druga publikacja dotyczy okresu już po uzyskaniu ROSC.

Zora i Sert zbadali zachowanie wskaźnika FIB-4 – Fibrosis-4 index u pacjentów po pozaszpitalnym zatrzymaniu krążenia.

FIB-4 został pierwotnie opracowany jako wskaźnik wykorzystywany w ocenie włóknienia wątroby. Uwzględnia:

wiek pacjenta, AST, ALT oraz liczbę płytek krwi.

Autorzy zwrócili uwagę, że te same parametry mogą gwałtownie zmieniać się po zatrzymaniu krążenia w związku z niedokrwieniem, reperfuzją i ogólnoustrojową odpowiedzią organizmu. Postanowiono więc sprawdzić, czy FIB-4 może pełnić funkcję prostego markera ciężkości zespołu poresuscytacyjnego.

188 pacjentów po trwałym ROSC

Retrospektywne badanie jednoośrodkowe objęło 188 dorosłych pacjentów, którzy po OHCA uzyskali trwały ROSC i zostali przyjęci na oddział intensywnej terapii w okresie od maja 2023 do maja 2026 r.

Dane dotyczące przeżycia 28-dniowego były dostępne dla 182 osób.

Do 28. dnia zmarło: 82 pacjentów – 45,1%.

FIB-4 oceniano przy przyjęciu oraz ponownie około 72 godzin później. Pełny drugi pomiar był dostępny u 122 chorych.

FIB-4 spadał w ciągu pierwszych trzech dób

Mediana FIB-4 wynosiła: przy przyjęciu – 5,21

oraz około 72 godziny później – 3,16.

Zmiana była statystycznie istotna: p < 0,001.

Pokazuje to, że FIB-4 rzeczywiście reaguje na ostrą fazę po zatrzymaniu krążenia. Najprawdopodobniej nie odzwierciedla w tym przypadku przewlekłego włóknienia wątroby, lecz przejściowe zmiany związane z niedokrwieniem, uszkodzeniem komórek wątrobowych, zaburzeniami hemodynamicznymi i odpowiedzią ogólnoustrojową.

Pacjenci, którzy zmarli, mieli wyższy FIB-4

Przy przyjęciu wartości były wyższe w grupie pacjentów, którzy zmarli w ciągu 28 dni:

zgon: mediana 6,84

przeżycie: mediana 4,14

p = 0,019.

Na pierwszy rzut oka mogłoby więc wyglądać, że FIB-4 jest prostym markerem złego rokowania.

Analiza wieloczynnikowa istotnie jednak zmieniła obraz.

W analizie nieskorygowanej każde podwojenie FIB-4 zwiększało szanse zgonu:

OR = 1,26; 95% CI 1,02–1,55; p = 0,029.

Po uwzględnieniu najważniejszych czynników rokowniczych związanych z OHCA wynik nie był już istotny:

aOR = 1,16; 95% CI 0,91–1,46; p = 0,227.

Praktycznie żadnej poprawy modelu prognostycznego

Jeszcze bardziej wymowny był wynik analizy ROC.

Model kliniczny bez FIB-4 osiągał:

AUC = 0,647.

Po dodaniu FIB-4:

AUC = 0,648.

Poprawa wyniosła zaledwie:

0,001.

Z punktu widzenia praktycznego jest to różnica pomijalna.

Powtórny FIB-4 również nie rozwiązał problemu. W analizie pacjentów ocenianych około 72. godziny AUC dla przewidywania późniejszego zgonu wynosiło jedynie 0,585. Dodanie drugiego pomiaru do pierwszego zwiększyło AUC z 0,575 do 0,581, a różnica nie była statystycznie przekonująca.

Najważniejszy wniosek

FIB-4 może odzwierciedlać ostre uszkodzenie narządowe po NZK, ale na podstawie tego badania nie powinien być stosowany jako samodzielny marker prognostyczny.

To dobry przykład różnicy pomiędzy: markerem związanym z ciężkością stanu

a

markerem, który rzeczywiście dodaje nową wartość do prognozowania.

FIB-4 spełnił przede wszystkim pierwsze z tych kryteriów.

Sami autorzy zalecają traktowanie go obecnie jako markera badawczego odpowiedzi wątrobowej i ogólnoustrojowej po zatrzymaniu krążenia, a nie jako kliniczne narzędzie do podejmowania decyzji.


3. Annexin A10 – nowy biomarker neurologiczny po zatrzymaniu krążenia?

Trzecie badanie jest metodologicznie najbardziej nowatorskie. Zamiast sprawdzać znany parametr laboratoryjny, autorzy zastosowali wysokoprzepustową proteomikę, aby poszukiwać nowych białek związanych z wynikiem neurologicznym po zatrzymaniu krążenia.

Jednym z najbardziej obiecujących kandydatów okazała się annexin A10 – ANXA10.

Badanie miało dwa etapy

W pierwszej fazie – discovery – analizowano próbki od 50 osób. Wśród nich było 34 pacjentów po resuscytacji, a także pacjenci z ostrym udarem niedokrwiennym i zdrowi uczestnicy.

Zastosowano platformę proteomiczną Olink oraz metody selekcji cech wykorzystujące m.in. uczenie maszynowe.

Następnie wytypowane białka oceniono metodą ELISA w niezależnej grupie walidacyjnej obejmującej 120 osób, w tym 70 pacjentów po zatrzymaniu krążenia.

Wynik neurologiczny oceniano przy wypisie ze szpitala za pomocą skali CPC – Cerebral Performance Category.

Za niekorzystny wynik uznano:

CPC 3–5.

ANXA10 była znacznie wyższa przy złym wyniku neurologicznym

W kohorcie walidacyjnej znajdowało się:

  • 7 pacjentów z dobrym wynikiem neurologicznym,
  • 63 pacjentów ze złym wynikiem neurologicznym.

Mediana stężenia ANXA10 wynosiła:

zły wynik neurologiczny – 417,73 pg/ml

dobry wynik neurologiczny – 140,66 pg/ml

Różnica była istotna: p = 0,002.

Stężenie ANXA10 dodatnio korelowało również z kategorią CPC: r = 0,417; p < 0,001.

Wyższe wartości ANXA10 wiązały się więc z gorszym stanem neurologicznym.

AUC 0,838 – wynik interesujący, ale wymagający ostrożności

Dla przewidywania złego wyniku neurologicznego ANXA10 osiągnęła: AUC = 0,838 przy 95% CI: 0,588–1,000.

Na pierwszy rzut oka to bardzo dobry wynik. Szeroki przedział ufności pokazuje jednak ogromną niepewność oszacowania.

Przy zaledwie 7 pacjentach z dobrym wynikiem neurologicznym pojedyncze przypadki mogą silnie wpływać na parametry krzywej ROC.

Autorzy porównali ANXA10 również z panelem trzech dobrze znanych biomarkerów:

NSE + NfL + Tau.

Panel osiągnął:

AUC = 0,839

wobec

AUC = 0,838 dla samej ANXA10.

Różnica nie była istotna statystycznie.

Panel pięciu białek osiągnął jeszcze nieco wyższe:

AUC = 0,860, ale również tutaj nie stwierdzono istotnej statystycznie przewagi nad ANXA10.

Czy ANXA10 może zastąpić NSE lub NfL?

Na tym etapie zdecydowanie nie.

Badanie należy traktować jako etap odkrywania biomarkera, a nie jego klinicznej walidacji.

Autorzy sami nazywają ANXA10 exploratory candidate biomarker. Do uznania jej za klinicznie użyteczne narzędzie potrzebne byłyby znacznie większe, prospektywne i wieloośrodkowe badania, a przede wszystkim sprawdzenie, czy ANXA10 wnosi dodatkową wartość ponad:

  • badanie neurologiczne,
  • EEG,
  • obrazowanie,
  • NSE i inne biomarkery,
  • dane dotyczące przebiegu NZK i RKO.

Obecna analiza nie daje podstaw do wykorzystywania stężenia ANXA10 jako pojedynczego kryterium neuroprognostycznego.


Co łączy te trzy badania?

Mimo że dotyczą różnych etapów leczenia, dobrze pokazują zmieniający się sposób prowadzenia badań nad nagłym zatrzymaniem krążenia.

Pierwsza praca dotyczy tego, co dzieje się w trakcie RKO – szybkiego rozpoznawania przyczyn odwracalnych. Druga koncentruje się na pierwszych dobach po ROSC i próbuje wykorzystać rutynowe badania laboratoryjne do lepszego opisu zespołu poresuscytacyjnego. Trzecia idzie jeszcze dalej i wykorzystuje proteomikę oraz metody uczenia maszynowego do poszukiwania nowych biomarkerów uszkodzenia neurologicznego.

Największe znaczenie praktyczne ma dziś badanie dotyczące przyczyn odwracalnych

Spośród trzech publikacji właśnie praca Wongtanasarasin i wsp. ma najbardziej bezpośrednie przełożenie na działania zespołu resuscytacyjnego.

Nie zmienia ona schematu 4H/4T, ale przypomina, że schemat jest listą kontrolną, a nie informacją o jednakowym prawdopodobieństwie każdej przyczyny.

Kontekst pacjenta ma znaczenie.

W analizowanym materiale:

OHCA → częściej rozpoznawana hipoksja

natomiast

EDCA → częściej hipowolemia oraz tamponada serca.

Dla personelu SOR podkreśla to wartość równoległego:

badania klinicznego + POCUS + gazometrii + oceny krwawienia + szybkiej analizy dostępnych danych laboratoryjnych.

FIB-4 pokazuje też ważną lekcję o biomarkerach

Druga publikacja ma szczególną wartość metodologiczną. Jeśli interesujesz się prowadzeniem badań naukowych, zerknij na stronę Kurs metodologia badań i statystyka

Wyższy FIB-4 był związany ze zgonem w prostej analizie, ale po uwzględnieniu innych czynników jego niezależne znaczenie praktycznie zanikło.

To bardzo istotne przy interpretowaniu badań prognostycznych po NZK.

Samo wykazanie: „marker jest wyższy u pacjentów, którzy zmarli” nie wystarcza.

Należy jeszcze odpowiedzieć na pytanie: czy marker daje klinicyście informacje, których nie posiadał już wcześniej?

W przypadku FIB-4 odpowiedź z tego badania brzmi: praktycznie nie.

ANXA10 jest ciekawsza, ale na znacznie wcześniejszym etapie badań

ANXA10 osiągnęła bardzo interesujące AUC, ale niewielka i silnie niezrównoważona grupa walidacyjna uniemożliwia obecnie wyciąganie daleko idących wniosków.

7 pacjentów z dobrym wynikiem neurologicznym wobec 63 ze złym to zdecydowanie zbyt mało, aby na podstawie jednego badania tworzyć nowy standard neuroprognostyki.

Jeśli jednak wyniki zostaną powtórzone w dużych kohortach, ANXA10 może stać się ciekawym elementem przyszłych multimodalnych modeli prognostycznych.

Co z tych badań wynika dla ratownika medycznego i personelu SOR?

Najbardziej praktyczny przekaz można sprowadzić do kilku punktów:

  • podczas RKO aktywnie szukaj przyczyn odwracalnych, ale uwzględniaj kontekst kliniczny i miejsce wystąpienia NZK;
  • 4H/4T jest narzędziem porządkującym proces decyzyjny, a nie rankingiem częstości przyczyn;
  • POCUS może mieć szczególne znaczenie w rozpoznawaniu mechanicznych przyczyn NZK, np. tamponady;
  • po ROSC pojedynczy wynik laboratoryjny nie powinien być utożsamiany z wiarygodną prognozą;
  • neuroprognostyka po NZK pozostaje procesem multimodalnym, a nowe biomarkery wymagają bardzo dokładnej walidacji.

Żadne z trzech badań nie uzasadnia obecnie istotnej zmiany algorytmów resuscytacyjnych. Każde jednak dostarcza informacji pozwalających lepiej zrozumieć proces prowadzący od rozpoznania NZK, przez leczenie przyczyn odwracalnych, aż po ocenę stanu pacjenta po odzyskaniu krążenia.


Źródła

Wongtanasarasin W., Wittayachamnankul B., Kotruchin P., Chinvanichai C., Dejvajara D., Siritikul N., Yodsao Y., Kuntorn N., Phinyo P.
Distribution of clinically identified reversible causes in emergency department and out-of-hospital cardiac arrest: a retrospective cohort study.
Resuscitation Plus. 2026;31:101455.
DOI: 10.1016/j.resplu.2026.101455.

Zora M.E., Sert Ö.
Early serial changes in FIB-4 after out-of-hospital cardiac arrest and short-term clinical outcomes: a retrospective cohort study.
BMC Emergency Medicine. 2026. Published 7 September 2026.
DOI: 10.1186/s12873-026-01764-9.

Duziyelebai D., Wang X., Han Y., Dong S., Xia H., Huang D., Mao T., Zhou Y., Lv Y., Li S., Zhao J., Chen H., Li X., Zhuang Y.
Identification of annexin A10 as a candidate serum biomarker associated with neurological outcome after cardiac arrest.
European Journal of Medical Research. 2026. Published 7 September 2026.
DOI: 10.1186/s40001-026-05130-0.

Frazy kluczowe:

nagłe zatrzymanie krążenia, NZK, RKO, resuscytacja, OHCA, EDCA, 4H 4T, przyczyny odwracalne NZK, ROSC, FIB-4, ANXA10, neuroprognostyka, biomarkery po zatrzymaniu krążenia, ratownictwo medyczne, medycyna ratunkowa.