Aktualności

Uwagi do projektu KIRM na temat wykorzystania kompetencji personelu medycznego

Uwaga wstępne

Wszystkie uwagi i sugestie zamieszczamy tutaj, ponieważ KIRM nie przyjmuje korespondencji w inny sposób niż skrzynka ePUAP. Po naszej konferencji tekst ten po raz kolejny zostanie wysłany do KIRM.

Ogólny kierunek reformy uważamy za zasadny i możliwy do przeprowadzenia, zwłaszcza w zakresie lepszego wykorzystania ratowników medycznych w SOR, wcześniejszego uruchamiania diagnostyki, rozszerzenia farmakoterapii, wykorzystania PoCUS, utworzenia ścieżki kwalifikowanego RM czy zespołów wczesnego reagowania.

Natomiast projekt w obecnej wersji nie jest prawnie gotowy do wdrożenia, jest po prosu wadliwy prawnie. Jako dokument koncepcyjny jest wartościowy, ale jako podstawa do bezpośredniego tworzenia procedur SOR lub projektu ustawy/rozporządzenia ma kilka istotnych błędów. W kilku miejscach w dokumencie próbuje się nadać ratownikowi medycznemu kompetencje przez rozporządzenie, standard lub system HIS, podczas gdy obowiązujące ustawy szczególne wprost zastrzegają dane czynności dla lekarza albo pielęgniarki/położnej. Dotyczy to przede wszystkim przetaczania krwi, badań wykorzystujących promieniowanie jonizujące, e-ZLA i części regulacji przymusu bezpośredniego.

Obecna ustawa o zawodzie RM pozwala ratownikowi udzielać świadczeń zdrowotnych samodzielnie albo na zlecenie lekarza, a art. 34 upoważnia Ministra Zdrowia do określenia ich szczegółowego katalogu. Obowiązujące rozporządzenie wyraźnie rozdziela świadczenia samodzielne i świadczenia na zlecenie lekarza. Nie oznacza to jednak, że za pomocą tego rozporządzenia można obejść inne ustawy.

Najważniejsze obszary

Obszar Stan prawny obecnie Ocena propozycji KIRM Co trzeba zmienić
Badania laboratoryjne RM w podmiocie leczniczym może obecnie m.in. samodzielnie pobierać krew żylną i włośniczkową do badań diagnostycznych. Nie jest to jednak tożsame z samodzielnym zlecaniem całego panelu badań. Kierunkowo zasadna. Projekt przewiduje szeroki katalog badań laboratoryjnych zlecanych przez RM kwalifikowanego/specjalistycznego. Konieczne wydaje się ustanowienie takich uprawnień w ustawie o zawodzie RM jako kompetencji dla poziomu kwalifikowanego / specjalistycznego RM, a szczegółowy katalog możnaby pozostawić w rozporządzeniu z art. 34. Wymaga dostosowania zasad współpracy z laboratorium.
PoCUS / USG wykonywane przez RM Już obecnie katalog MCR pozwala RM wykonywać USG według protokołów ratunkowych po ukończeniu kursu certyfikowanego przez CMKP. Projekt częściowo przedstawia jako nową kompetencję coś, co już istnieje. Nowością jest szersza rola diagnostyczna i zlecanie klasycznego USG. Słuszne może być rozdzielenie w projekcie: PoCUS wykonywane przez RM od skierowania pacjenta do pracowni USG. Pierwsze już istnieje, drugie można rozszerzyć w przepisach o zawodzie RM i rozporządzeniu – z odpowiednim uwzględnieniem w toku edukacji.
RTG Obecnie art. 33c ust. 4 Prawa atomowego stanowi, że skierowanie/zlecenie badania z promieniowaniem jonizującym wynika z uzasadnionego przekonania lekarza kierującego. W obecnym stanie prawnym RM nie może samodzielnie wystawiać skierowania RTG, nawet jeżeli rozporządzenie RM zostałoby zmienione. Niewystarczająca wydaje się nowelizacja Prawa atomowego (której tu nie uwzględniono), przede wszystkim art. 33c oraz przepisów dotyczących lekarza kierującego i odpowiedzialności za ekspozycję, konieczna byłyby też zmiana w programie nauczania ratowników medycznych. Następnie niezbędna byłaby zmiana przepisów wykonawczych ochrony radiologicznej i rozporządzenia RM.
Przetaczanie krwi Ustawa o publicznej służbie krwi mówi wprost, że przetoczenia mogą wykonywać wyłącznie lekarz albo – na zlecenie lekarza – przeszkolona pielęgniarka/położna. RM w katalogu nie występuje. To jedna z kluczowych wad prawnych tego projektu. Samo dopisanie RM do rozporządzenia o krwiolecznictwie nie wystarczy. Najpierw należałoby zmienić art. 21 ust. 1 ustawy o publicznej służbie krwi, a także ust. 7 dotyczący szkolenia i ust. 8 dotyczący organizacji krwiolecznictwa. Następnie konieczna wydaje się zmiana w zakresie programu kształcenia. Dopiero potem rozporządzenie o leczeniu krwią.
Leki w SOR RM może samodzielnie stosować leki z katalogu rozporządzenia. Katalog można zmieniać na podstawie art. 34 ustawy o zawodzie RM, jeżeli odpowiada kwalifikacjom. Dodanie np. ketaminy, ondansetronu czy wybranych leków dla RM kwalifikowanych jest prawnie znacznie prostsze niż wyżej opisywane zmiany. Zmiana rozporządzenia może wystarczyć dla części leków stosowanych w SOR. Dla leków wysokiego ryzyka warto rozważyć ustawowe powiązanie uprawnień z poziomem kwalifikacji w tym z programem kształcenia. Tutaj po raz kolejny pojawia się pytanie czy zasadne jest w zawodzie ratownika medycznego różnicowanie kwalifikacji oraz jaki sposób tego różnicowania jest zasadny.
Recepty po wypisie Obecne przepisy zawodowe nie dają RM samodzielnego prawa wystawiania recept. Definicja „osoby uprawnionej” do recept refundowanych odwołuje się do przepisów danego zawodu. Można przypuszczać, że ten zapis to znacznie większa reforma niż zmiana listy leków w SOR. W projekcie słusznie rozróżniono kontynuację krótkiego leczenia od leczenia chorób przewlekłych. Zapis wątpliwy prawnie. Aby te zmiany mogły mieć miejsce, prawo do recept należałoby ustanowić w ustawie o zawodzie RM, a następnie dostosować Prawo farmaceutyczne, przepisy refundacyjne, e-receptę/P1 i zasady NFZ.
e-ZLA ZUS może obecnie upoważnić lekarza, lekarza dentystę, felczera lub starszego felczera. RM nie jest wymieniony w tych przepisach. Nie można tego wprowadzić ustawą o RM ani zmianą HIS (szpitalnym systemie informacyjnym) bez zmiany prawa ubezpieczeń społecznych. Konieczna zmiana przede wszystkim art. 54 i przepisów powiązanych ustawy zasiłkowej oraz systemu ZUS. Można rozważyć ograniczenie takich kompetencji np. do 3–5 dni i wyłącznie po świadczeniu w SOR.
Przymus bezpośredni w SOR W zakładzie leczniczym zasadniczo decyduje lekarz, a w razie braku możliwości uzyskania natychmiastowej decyzji – pielęgniarka. RM ma odrębną kompetencję jako kierujący MCR w sytuacji ZRM. Przyznanie RM analogicznej kompetencji w SOR jest możliwe, ale wymaga ustawy, nie wystarczy wewnętrzny protokół. Konieczna wydaje się nowelizacja art. 18 i 18a ustawy o ochronie zdrowia psychicznego oraz rozporządzenia o przymusie.
Kontrola osobista/przeszukanie pacjenta To ingerencja w konstytucyjnie chronioną prywatność i integralność człowieka. Nie można tworzyć takiej kompetencji przez SOP (standardową procedurę operacyjną) lub rozporządzenie bez wyraźnej podstawy ustawowej. Propozycja jest prawnie bardzo skomplikowana i problematyczna. To nie jest zwykłe odebranie pacjentowi niebezpiecznych przedmiotów w warunkach przewidzianych ustawą. Jeśli KIRM chce zachować tę propozycję, ustawa musiałaby precyzyjnie określić przesłanki, zakres, sposób kontroli, dokumentację, ochronę intymności, postępowanie z przedmiotami i środki kontroli decyzji.
RM jako kierownik specjalistycznego ZRM Obecnie zespół specjalistyczny musi obejmować lekarza systemu, a jego kierownikiem jest lekarz systemu. Nie wystarczy zmiana rozporządzenia do zmian kompetencyjnych RM. Konieczna byłaby nowelizacja art. 36 ustawy o PRM oraz przepisów powiązanych. Najprostszym rozwiązaniem byłoby stworzenie nowej kategorii zespołu, zamiast nazywania zespołu bez lekarza dotychczasowym ZRM „S”. W dużym uproszczeniu zbliżone rozwiązania w kategoryzacji ZRM z ratownikami medycznymi funkcjonują w Australii.
Ogólnokrajowe standardy SOR Art. 22 ust. 5 ustawy o działalności leczniczej przewiduje, że Minister Zdrowia określa standardy organizacyjne w drodze rozporządzenia. Projekt proponuje prawne umocowanie standardów w drodze „obwieszczenia MZ”. To rozwiązanie jest prawnie niewłaściwe dla norm mających być powszechnie obowiązujące. Zdecydowanie błąd. Wiążące minimum organizacyjne SOR powinno być rozporządzeniem. Protokoły kliniczne mogą funkcjonować dodatkowo jako wytyczne/SOP.
Kurs kwalifikacyjny Program kursu kwalifikacyjnego opracowuje zespół ekspertów powołany przez dyrektora CMKP, a zatwierdza Minister Zdrowia. Sam pomysł 6-miesięcznego kursu z dużą częścią praktyczną jest dobry, ale projekt wymaga dostosowania do istniejącej ustawowej konstrukcji szkolenia. Projekt przewiduje 75% praktyki w SOR. CMKP/MZ powinny określić program i egzamin; SOR może być miejscem akredytowanego szkolenia praktycznego. Na jakiej podstawie KIRM miałoby samodzielnie nadawać uprawnienie?

Najpoważniejszy problem w projekcie: przetaczanie krwi

Tu projekt wymaga zdecydowanej korekty.

KIRM zakłada włączenie RM w całą procedurę transfuzyjną, w tym weryfikację biorcy, dokumentację i obserwację. W części legislacyjnej pojawia się propozycja dodania do załącznika nr 4 rozporządzenia RM świadczenia „przetaczanie krwi i jej składników po ukończeniu niezbędnego szkolenia w dziedzinie krwiolecznictwa”. Jednocześnie późniejszy katalog RM kwalifikowanego traktuje przetaczanie jako świadczenie wykonywane samodzielnie.

To tworzy dwa problemy.

Po pierwsze, mamy wewnętrzną sprzeczność projektu: raz transfuzja ma być wykonywana na zlecenie lekarza, a innym razem samodzielnie.

Po drugie – i ważniejsze – art. 21 ust. 1 ustawy o publicznej służbie krwi używa słowa „wyłącznie” i wymienia lekarza oraz pielęgniarkę/położną działającą na zlecenie lekarza. Rozporządzenie nie może poszerzyć tak zamkniętego katalogu ustawowego – jest to błąd.

Co więcej, art. 21 ust. 7 obecnie przewiduje szkolenie dotyczące przetoczeń dla pielęgniarek i położnych, a art. 21 ust. 8 konstruuje organizację krwiolecznictwa wokół zadań lekarzy i pielęgniarek – obecnie nie uwzględnia się tam ratownika medycznego.

Dlatego stwierdzenie projektu, że włączenie RM może być oparte na art. 21 ust. 8 i zasadniczo wymaga zmiany rozporządzenia, jest nieprawidłowe prawnie.

Najbezpieczniejszy model legislacyjny byłby następujący: lekarz nadal kwalifikuje pacjenta i zleca składnik krwi, natomiast przeszkolony i certyfikowany RM może samodzielnie wykonać wszystkie czynności wykonawcze transfuzji, analogicznie do pielęgniarki: identyfikacja, kontrola zgodności, podłączenie, obserwacja, dokumentacja i natychmiastowe postępowanie w reakcji poprzetoczeniowej. Dopiero po ocenie bezpieczeństwa takiego modelu można byłoby rozważać przejście do jeszcze szerszej samodzielności – stopniowo, a nie jak w dotychczas wprowadzonych zmianach – na hura i zobaczymy jak ratownicy medyczni dadzą radę. Jest to kontynuacja nieprawidłowego rozwoju kompetencji zawodowych z pominięciem praktyki.

Moim zdaniem nie ma uzasadnienia, aby od razu nadawać RM samodzielne prawo do podejmowania decyzji o wskazaniu do przetoczenia. To byłaby kompetencja jakościowo inna od technicznego wykonania transfuzji. Można pomyśleć o tej zmianie po wcześniejszej zmianie programu nauczania, czyli nie wcześniej niż 3 lata po wdrożeniu zmiany nauczania na studiach z zakresu ratownictwa medycznego.

Badania laboratoryjne: projekt jest dużo łatwiejszy do obrony i wdrożenia

Tutaj sytuacja prawna jest zasadniczo inna niż przy krwiolecznictwie i diagnostyce RTG.

Obecnie ratownik w podmiocie leczniczym może samodzielnie m.in. oceniać stan pacjenta, oznaczać parametry krytyczne oraz pobierać krew żylną i włośniczkową do badań diagnostycznych.

Nie widnieje jednak w obecnym katalogu ogólnego uprawnienia RM do samodzielnego decydowania: „zlecenie badania morfologii + CRP + troponiny + D-dimer + INR + kreatyniny itp.” Projekt właśnie takie uprawnienie chce stworzyć i proponuje bardzo obszerny katalog – od morfologii i biochemii po toksykologię, mikrobiologię i serologię grup krwi.

Jednak to rozwiązanie jest prawnie realne. Nie występuje tutaj tak oczywista ustawowa bariera jak art. 21 ustawy o publicznej służbie krwi czy art. 33c Prawa atomowego.

Można spróbować bronić stanowiska, że część takiego rozszerzenia mieściłaby się już w delegacji z art. 34 ustawy o zawodzie RM. Jednak projekt idzie znacznie dalej: tworzy nowe ustawowe stopnie samodzielności, prawo diagnozowania i prowadzenia pacjenta oraz szeroki zakres autonomicznych zleceń. Jest to bardzo wątpliwe.

Dlatego legislacyjnie znacznie bezpieczniejsze jest najpierw wpisanie podstawowej kompetencji do ustawy, np. prawa RM kwalifikowanego (o ile taki twór rzeczywiście ugruntuje się na płaszczyźnie zawodowej) do samodzielnego zlecania badań diagnostycznych niezbędnych w procesie diagnostyczno-terapeutycznym w SOR, a dopiero w rozporządzeniu określenie katalogu.

Warto również rozważyć zastąpienie w części laboratoryjnej termin „skierowanie” bardziej adekwatnym określeniem „zlecenie badania laboratoryjnego”, skoro chodzi o diagnostykę pacjenta już pozostającego w SOR.

RTG – tutaj zmiana ustawy i zakresu kształcenia w toku zdobywania zawodu jest bezwzględnie potrzebna

Projekt słusznie zauważa problem Prawa atomowego, ale nie rozwiązuje go wystarczająco precyzyjnie. Ponadto nie odnosi się do programu nauczania na studiach.

Art. 33c ust. 4 obowiązującego Prawa atomowego mówi obecnie, że skierowanie lub zlecenie badania z zastosowaniem promieniowania jonizującego wynika z uzasadnionego przekonania lekarza kierującego.

W załącznikach do projektu pojawia się rozwiązanie, w którym RM przygotowuje zlecenie, a lekarz zatwierdza je w HIS jednym kliknięciem, nawet bez wcześniejszego osobistego badania i oceny zasadności procedury dla konkretego pacjetna.

Jako rozwiązanie przejściowe może to być organizacyjnie użyteczne, ale trzeba uważać, aby nie stworzyć fikcji autoryzacji – która już często działa w niektórych SOR, co jest słusznie podważane przez samych radiologów, na skutek braku kompetencji tworzenia takich skierowań przez ratowników medycznych. Jeżeli ustawa nakłada na lekarza obowiązek uzasadnienia ekspozycji, lekarz musi rzeczywiście dokonać indywidualnej oceny. Sam automatyczny podpis pod decyzją systemu nie powinien służyć do przenoszenia odpowiedzialności. Jest to przedziwna konstrukcja prawna, która nie uwzględnia koniecznego najpierw zdobycia kompetencji w tym obszarze a potem wdrażanie ich w praktyce.

Jeżeli KIRM chce rzeczywiście samodzielnego RTG przez RM kwalifikowanego, trzeba zmienić Prawo atomowe i stworzyć obok „lekarza kierującego” kategorię uprawnionego przedstawiciela innego zawodu medycznego, z precyzyjnie ograniczonym katalogiem badań. Dobrym początkiem byłyby np. zdjęcia kończyn według Ottawa Ankle/Knee Rules, a nie od razu RTG czaszki, całego kręgosłupa, miednicy i jamy brzusznej – zbyt daleko idące zmiany.

Recepty, wypis i e-ZLA

Projekt proponuje rozwiązanie: RM kwalifikowany prowadzi stabilnego pacjenta (bez czerwonych flag, z izolowanym problemem klinicznym), natomiast wypis wymaga cyfrowej akceptacji lekarza – jednak sama akceptacja cyfrowa powinna wiązać się ze zbadaniem tego pacjenta przez lekarza i oceną postępowania zleconego i wykonanego przez RM. System miałby blokować zakończenie procesu bez jego podpisu. Ten model można by uznać za dosyć bezpieczny w porównaniu do natychmiastowego pełnego samodzielnego wypisu przez RM. Dałoby się w nim bardzo istotnie przyspieszyć opiekę w SOR nad tą grupą pacjentów bez przenoszenia całej odpowiedzialności za decyzję o zakończeniu leczenia. Wymagane jest szczegółowe doprecyzowanie kategorii takich pacjentów. Ponadto takie znaczne poszerzenie kompetencji ratowników medycznych w SOR powinno zostać skonsultowane najpierw ze środowiskiem w zakresie potencjalnej zmiany wynagrodzenia lub innej gratyfikacji.

Inna sytuacja dotyczy poziomu specjalistycznego, któremu projekt chce przyznać recepty i e-ZLA. Obecnie e-ZLA jest ustawowo zastrzeżone dla lekarza, lekarza dentysty, felczera i starszego felczera. Tu zmiana samej ustawy o zawodzie RM niczego nie zmieni w sposób prawidłowy – konieczna będzie także zmiana ustawy zasiłkowej i infrastruktury ZUS. Zagadnienie bardzo wątpliwe i wiążące się z przenoszenie kolejnych kompetencji i obowiązków z lekarzy na ratowników medycznych.

Recepta jest również czymś innym niż ordynacja leku w SOR. Ustawa refundacyjna definiuje osobę uprawnioną poprzez uprawnienia wynikające z ustawy regulującej dany zawód. Jeżeli więc RM specjalistyczny miałby otrzymać recepty, trzeba stworzyć ustawowe uprawnienie zawodowe, a następnie dostosować przepisy farmaceutyczne, refundacyjne i systemy P1. Ponadto uwaga jak w akapicie powyżej.

Przymus bezpośredni – częściowo zasadny, ale wymaga dużej ostrożności

Obecne przepisy pokazują pewną niesymetryczność: pielęgniarka w zakładzie leczniczym w określonej sytuacji może zdecydować o zastosowaniu przymusu, natomiast RM ma ustawową kompetencję w kontekście kierowania akcją MCR/ZRM, ale nie analogiczne generalne uprawnienie podczas pracy w SOR. Problem zdecydowanie należy rozwiązać.

Zrównanie w tym zakresie odpowiednio wyszkolonego RM pracującego w SOR z pielęgniarką jest możliwe do racjonalnego uzasadnienia – szczególnie w odniesieniu do ratowników medycznych posiadających doświadczenie (i takie kompetencje) w ZRM.

Bardzo problematyczny jest pomysł „kontroli osobistej/przeszukania”. Ustawa już pozwala odebrać osobie unieruchomionej lub izolowanej przedmioty mogące stanowić zagrożenie. Rozbudowywanie tego do ogólnego „przeszukania pacjenta” wymaga bardzo precyzyjnych gwarancji ustawowych i jest obszarem potencjalnego konfliktu z prawami pacjenta oraz ochroną prywatności.

Poziom kwalifikowany i specjalistyczny – kryteria w projekcie są niespójne

Projekt proponuje m.in. status RM kwalifikowanego po 5-letnim stażu w PRM, w tym co najmniej roku w SOR, i po kursie. Jednak w części dotyczącej samego kursu pojawia się wymóg co najmniej 5-letniego stażu pracy w SOR. To nie jest to samo o czym wspomniano wcześniej. W tym przypadku zapis może pokrzywdzić ratowników medycznych, którzy mają wiele lat doświadczenia w OIOM, ZRM, mieszanego, ale nie mają 5 lat doświadczenia na SOR. Należy się skupić na 5 latach doświadczenia klinicznego, w tym np. minimum 2 lata pracy w SOR, zamiast wymagania 5 lat wyłącznie w SOR. Pozwoliłoby to korzystać z doświadczenia bardzo dobrych ratowników z ZRM, anestezjologii, intensywnej terapii czy innych obszarów medycyny stanów nagłych.

Poziom specjalistyczny RM i kwalifikacje w tym zakresie wyglądają raczej jak tworzenie nowego zawodu niż poszerzanie uprawnień ratownika medycznego. Ten zakres wymaga najpierw szerokich konsultacji w środowisku RM.

Kształcenie, które powinno poprzedzić nowe uprawnienia

Tutaj projekt wymaga rozbudowy. Minimalny model wdrożenia powinien obejmować zarówno zmiany w zakresie programu nauczania zawodu podczas studiów RM ale również:

  1. Poziom kwalifikowany – ogólnokrajowy kurs CMKP z diagnostyki różnicowej i czerwonych flag, interpretacji badań laboratoryjnych, farmakoterapii SOR, podstaw radiologii i ochrony radiologicznej, POCUS, dokumentacji, prawa medycznego, decyzji o przekazaniu/wypisie oraz praktykę kliniczną w akredytowanym SOR. Zakończenie powinno obejmować egzamin teoretyczny i praktyczny.
  2. Krwiolecznictwo (dotyczy tylko wykonywania zlecenia lekarza) – osobny certyfikowany kurs RCKiK/WCKiK/Centrum MSWiA, z egzaminem praktycznym, reakcjami poprzetoczeniowymi, identyfikacją biorcy, zasadami masywnej transfuzji.
  3. Recertyfikacja – dla procedur rzadkich i wysokiego ryzyka co 2–3 lata, w tym symulacja wysokiej wierności. Pomysł projektu dotyczący cyklicznych treningów jest w tym zakresie dobry.

Obecna konstrukcja kursu kwalifikacyjnego jest ustawowa: program przygotowuje zespół ekspertów CMKP i zatwierdza Minister Zdrowia. Dlaczego miałby być utworzony konkurencyjny system KIRM? KIRM może być partnerem eksperckim dla CMKP, a akredytowane SOR-y mogłyby służyć jako miejsca praktyki.

Ważne błędy i wątpliwości prawne w dokumencie

W końcowym „Wykazie aktów prawnych wymagających nowelizacji” projekt wymienia m.in. rozporządzenie kompetencyjne RM, rozporządzenie SOR, ustawę o działalności leczniczej, ustawę płacową, dokumentację, ochronę zdrowia psychicznego, krwiolecznictwo i Prawo atomowe. Jest to lista jest niepełna. Brakuje na niej szczególnie:

ustawy o publicznej służbie krwi – mimo że jest absolutnie konieczna dla transfuzji;

ustawy o PRM – mimo że projekt sam proponuje zmianę zespołów specjalistycznych;

ustawy zasiłkowej – dla e-ZLA; przepisów farmaceutycznych i refundacyjnych – dla recept;

przepisów systemu informacji w ochronie zdrowia – dla nowych uprawnień P1/HIS;

oraz w zależności od ostatecznego modelu aktów dotyczących finansowania świadczeń NFZ.

Jest też kilka konkretnych problemów redakcyjno-legislacyjnych:

Numer uchwały jest niespójny. Metryka wskazuje uchwałę 264/KR/2026, natomiast w historii dokumentu pojawia się informacja o akceptacji uchwałą 246/KR/2026. To trzeba bezwzględnie wyjaśnić.

Projekt podaje jako podstawę m.in. „art. 34 oraz art. 11 ust. 11” ustawy o RM. Tymczasem obecne rozporządzenie kompetencyjne wydane jest na podstawie art. 34. Delegację trzeba przepisać po ostatecznej zmianie ustawy, a nie mechanicznie dołączać dodatkowe artykuły.

W projekcie występuje też błędne odwołanie typu „Dz.U. z 2025 r. poz. 2187” dla ustawy o zawodzie RM. Obecnie ustawa funkcjonuje pod tekstem jednolitym Dz.U. z 2025 r. poz. 339, zmienionym m.in. poz. 637. Poz. 2187 dotyczył wcześniejszego tekstu jednolitego z 2023 r. Więc o co tu chodzi? Przed dalszym konsultowaniem należy te błędy usunąć.

Projekt używa pojęcia „depersonalizacja dokumentacji medycznej”. Dokumentacja nie może zostać „odpersonalizowana” w sensie braku odpowiedzialnego autora. Każdy zapis i decyzja musi mieć jakiegoś autora. Musi być możliwe jednoznaczne ustalenie, kto zlecił, kto wykonał i kto zatwierdził daną czynność. Jeśli te pomysły przeszłyby dalej, można zaproponować „wieloprofesjonalną kartę zleceń” zamiast „karty zleceń lekarskich”.

Nieprawidłowe jest również założenie, że zgodność z ogólnokrajowym algorytmem daje pracownikowi „pełną ochronę prawną”. Jest to wprowadzanie w błąd. Standard może istotnie ograniczyć ryzyko i być ważnym dowodem należytej staranności, ale nie wyłącza indywidualnej odpowiedzialności ani nie daje pełnej ochrony prawnej. Ratownik nadal ma ustawowy obowiązek działania zgodnie z aktualną wiedzą, etyką i należytą starannością.

Jak powinien wyglądać właściwy pakiet legislacyjny

Nie wystarczy jedna nowelizacja rozporządzenia RM. Potrzebny byłby równoległy pakiet ustawowy obejmujący co najmniej ustawę o zawodzie RM, ustawę o publicznej służbie krwi, Prawo atomowe, ustawę o PRM, ustawę o ochronie zdrowia psychicznego, ustawę zasiłkową, a przy receptach również regulacje farmaceutyczne, refundacyjne i e-zdrowia. Dopiero drugi poziom powinien obejmować rozporządzenia: katalog czynności RM, organizację SOR, krwiolecznictwo, dokumentację medyczną, przymus bezpośredni, ekspozycje radiologiczne, kształcenie oraz odpowiednie regulacje systemów e-zdrowia.

Następnie potrzebny byłby okres wdrożeniowy, a nie proponowane w części projektów 14 dni. A gdzie zmiana programu edukacji podczas studiów – sam kurs kwalifikacyjny czy szkolenie specjalistyczne to za mało. Dla tak dużej reformy realne byłoby raczej 36 miesięcy od wprowadzenia zmian w programach nauczania.

Dla tak dużych zmian należy wprowadzić pilotaż i rozdzielić zmiany na kolejne etapy po wcześniejszej ocenie wyników pilotażu. Do prawidłowej oceny pilotażu niezbędne jest przeprowadzenie oceny wyników w tym dogłębnej analizy zebranych danych. Konieczny jest pomiar nie tylko skrócenia czasu pobytu, ale również ocena błędnych rozpoznań, powrotów do SOR w czasie do 72 h, zdarzeń lekowych i poprzetoczeniowych, liczby niezasadnych badań RTG, eskalacje do lekarza i bezpieczeństwo wypisów. Pilotaż taki wymaga profesjonalnego badania oraz analizy efektów z użyciem odpowiednich narzędzi statystycznej analizy danych.

Konkluzja

Jako pierwszy punkt w konkluzji pojawia się pytanie dlaczego na raz KIRM chce wprowadzić tyle zmian?

Dokument wymaga gruntownej korekty prawnej przed dalszym procedowaniem oraz szerokich konsultcji w środowisku.

W dokumencie powinny być zaproponowane najpierw zmiany pilotażowe.

Równie istotne jest oddzielenie w całym 191-stronicowym dokumencie „stanu prawnego obecnie” od „stanu prawnego po wejściu reformy w życie”. W obecnej wersji protokoły miejscami stany te są pomieszane, co stwarza ryzyko, że ktoś potraktuje proponowany standard jako już istniejącą podstawę do działania.

Sam standard KIRM, procedura szpitala czy SOR ani uprawnienie w HIS nie mogą rozszerzyć ustawowych kompetencji zawodowych ratowników meycznych.

Nowe badania nad resuscytacją: ścieżka ECPR po ROSC i znaczenie czasu trwania RKO

Dwie najnowsze publikacje dotyczące nagłego zatrzymania krążenia pokazują dwa różne, ale ważne aspekty współczesnej resuscytacji. Pierwsza analizuje pacjentów zakwalifikowanych do systemu ECPR, którzy odzyskali spontaniczne krążenie jeszcze przed kaniulacją do ECMO. Druga ocenia zależność pomiędzy czasem prowadzenia RKO a uzyskaniem ROSC u pacjentów z zatrzymaniem krążenia na oddziale intensywnej terapii.

Oba badania mają charakter obserwacyjny, dlatego nie zmieniają bezpośrednio algorytmów resuscytacji. Dostarczają jednak ciekawych informacji dotyczących organizacji systemu leczenia NZK oraz interpretacji długości prowadzonej resuscytacji.

ECPR – co z pacjentem, który odzyska krążenie przed podłączeniem ECMO?

W pracy Jaeger i wsp. przeanalizowano pacjentów z pozaszpitalnym zatrzymaniem krążenia leczonych w ramach Minnesota Mobile Resuscitation Consortium (MMRC) – metropolitalnego systemu ECPR działającego w modelu hub-and-spoke.

Do protokołu ECPR kwalifikowano wybranych dorosłych z opornym VF/VT. Kryteria obejmowały m.in. wiek 18–75 lat, początkowy rytm VF/VT, brak ROSC po trzech defibrylacjach oraz możliwość dotarcia do ośrodka wykonującego kaniulację w czasie krótszym niż 30 minut.

Autorzy zainteresowali się szczególną grupą: pacjentami, którzy spełnili kryteria uruchomienia ścieżki ECPR, ale uzyskali ROSC jeszcze w warunkach przedszpitalnych, zanim doszło do natychmiastowej kaniulacji do VA-ECMO.

W analizie znalazło się 94 pacjentów. Średni wiek wynosił 55,5 roku, a 73,4% badanych stanowili mężczyźni.

Bardzo wysoka przeżywalność

Spośród analizowanych pacjentów:

  • 79 z 94, czyli 84%, przeżyło do wypisu ze szpitala,
  • 70 z 94, czyli 74,5%, uzyskało korzystny wynik neurologiczny – CPC 1–2 przy wypisie,
  • jedynie 5 pacjentów wymagało późniejszej kaniulacji do ECMO,
  • spośród tych pięciu trzech przeżyło do wypisu.

To bardzo dobre wyniki w porównaniu z ogólną populacją pacjentów z pozaszpitalnym zatrzymaniem krążenia.

Ścieżka ECPR to coś więcej niż samo ECMO

Najciekawszym elementem tej pracy nie jest więc wykazanie skuteczności ECMO. Wręcz przeciwnie – większość badanych ostatecznie ECMO nie potrzebowała.

Badanie sugeruje, że wartość zorganizowanego systemu ECPR może wynikać także z szybkiego transportu odpowiednio wyselekcjonowanych pacjentów do wyspecjalizowanych ośrodków leczenia zatrzymania krążenia.

W takich centrach dostępne są m.in. całodobowa koronarografia i PCI, intensywna terapia, zaawansowane leczenie niewydolności krążenia oraz ustandaryzowana opieka poresuscytacyjna i neuroprognostyka.

Można więc spojrzeć na ścieżkę ECPR szerzej: nie tylko jako na procedurę prowadzącą do podłączenia VA-ECMO, ale jako na system szybkiego kierowania pacjentów z potencjalnie odwracalnym NZK do ośrodka o najwyższych możliwościach terapeutycznych.

Ważne zastrzeżenie

Nie można jednak na podstawie tej pracy stwierdzić, że samo uruchomienie ścieżki ECPR powoduje 84-procentową przeżywalność.

Była to bardzo silnie wyselekcjonowana grupa – stosunkowo młodzi pacjenci, z początkowym VF/VT, spełniający kryteria programu ECPR, którzy dodatkowo odzyskali krążenie przed kaniulacją. Badanie miało charakter retrospektywny i opisowy.

Wysoka przeżywalność częściowo odzwierciedla więc korzystny fenotyp kliniczny tej grupy.

Jeśli interesuje Ciebie ten temat, polecamy nasz kurs internetowy na temat ECMO w raownictwie medycznym


Jak długo prowadzić RKO? Nowe dane z oddziału intensywnej terapii

Drugie badanie, opublikowane 3 września 2026 r. w BMC Cardiovascular Disorders, dotyczyło zależności pomiędzy czasem trwania resuscytacji a uzyskaniem ROSC u dorosłych pacjentów, u których do zatrzymania krążenia doszło na OIT.

Była to retrospektywna analiza prowadzona w szpitalu w Arabii Saudyjskiej. Uwzględniono 110 epizodów zatrzymania krążenia u 78 pacjentów w latach 2023–2024.

ROSC uzyskano w 42 epizodach, czyli w 38,2% przypadków.

7,5 minuty vs 30 minut RKO

Różnica w długości resuscytacji pomiędzy grupami była bardzo wyraźna.

U pacjentów, którzy uzyskali ROSC, mediana czasu prowadzenia RKO wynosiła:

7,5 minuty
IQR: 5,0–14,25 min.

W przypadkach bez ROSC mediana wyniosła:

30 minut
IQR: 30–30 min.

Różnica była statystycznie istotna, p < 0,001.

Po uwzględnieniu ciężkości stanu pacjenta mierzonej SAPS II każda kolejna minuta resuscytacji była związana z niższymi szansami uzyskania ROSC:

OR = 0,66 na każdą kolejną minutę RKO
95% CI: 0,55–0,79; p < 0,001.

W rozszerzonym modelu uwzględniającym dodatkowe parametry kliniczne zależność pozostawała silna:

OR = 0,59
95% CI: 0,48–0,73; p < 0,001.

Czy oznacza to, że po określonym czasie należy przerwać RKO?

Nie.

To jeden z najważniejszych elementów interpretacji badania.

Długi czas resuscytacji może być przede wszystkim markerem trudnego do odwrócenia zatrzymania krążenia. Pacjent, który szybko odpowiada na defibrylację, leczenie przyczyny odwracalnej lub inne działania resuscytacyjne, naturalnie znajdzie się w grupie z krótkim czasem RKO.

Natomiast pacjenci bez odpowiedzi na leczenie pozostają w resuscytacji dłużej.

Dlatego nie można odwrócić tej zależności i stwierdzić, że samo skrócenie resuscytacji zwiększy prawdopodobieństwo ROSC.

Autorzy również nie proponują konkretnego punktu czasowego, po którym należałoby kończyć RKO. Wskazują na potrzebę dalszych badań obejmujących m.in. jakość prowadzonej resuscytacji, charakterystykę samego NZK oraz długoterminowe wyniki neurologiczne.

Istotne ograniczenie: „30 minut” może być wartością administracyjną

Zwraca uwagę fakt, że w grupie bez ROSC mediana oraz oba kwartyle czasu RKO wynosiły dokładnie 30 minut. Może to wskazywać, że w badanym ośrodku 30 minut było często stosowanym czasem zakończenia nieskutecznej resuscytacji.

W takim przypadku niezwykle silna statystyczna zależność pomiędzy czasem RKO a ROSC jest częściowo wpisana w sposób prowadzenia resuscytacji: pacjenci uzyskujący ROSC kończą RKO wcześniej, natomiast wielu pacjentów bez ROSC dociera do 30-minutowego punktu zakończenia działań.

Dlatego wynik OR należy traktować przede wszystkim jako zależność prognostyczną, a nie jako podstawę do wyznaczenia uniwersalnego czasu zakończenia resuscytacji.

Co łączy oba badania?

Obie publikacje zwracają uwagę na znaczenie czasu i organizacji systemu leczenia zatrzymania krążenia, ale z dwóch różnych perspektyw.

Pierwsza pokazuje pacjentów, którzy początkowo byli kandydatami do ECPR, ale odzyskali krążenie jeszcze przed ECMO. Ich wyniki były bardzo dobre – 84% przeżycia i 74,5% korzystnego wyniku neurologicznego.

Druga potwierdza, że szybkie uzyskanie ROSC jest silnie związane z powodzeniem resuscytacji, natomiast wraz z przedłużaniem RKO prawdopodobieństwo ROSC gwałtownie maleje.

Nie oznacza to jednak, że długość RKO może być jedynym kryterium podejmowania decyzji.

W praktyce należy uwzględnić m.in. mechanizm NZK, rytm początkowy, świadkowanie zdarzenia, jakość RKO, czas bez przepływu i z ograniczonym przepływem, możliwość leczenia przyczyny odwracalnej oraz dostępność zaawansowanych metod leczenia, w tym ECPR.

Wniosek

Najważniejszym przesłaniem obu publikacji nie jest więc „kończmy RKO wcześniej” ani „każdego pacjenta kierujmy na ECMO”.

Bardziej trafny wniosek brzmi: pacjent z potencjalnie odwracalnym zatrzymaniem krążenia powinien jak najszybciej znaleźć się na właściwej ścieżce terapeutycznej, a decyzje dotyczące dalszej resuscytacji powinny uwzględniać cały kontekst kliniczny, a nie sam czas trwania RKO.


Autorzy i źródła

Jaeger D., Koukousaki D., Bruen C., Kalra R., Del Rio Pertuz G., Sinanidou A., Yannopoulos N.J.P., Hodgson L., Alexy T., Gottula A., Bartos J., Aufderheide T., Yannopoulos D.
Outcomes among patients with out-of-hospital cardiac arrest who activated an ECPR pathway and achieved ROSC before cannulation.
The American Journal of Emergency Medicine, 2026. Available online: 24 August 2026.
DOI: 10.1016/j.ajem.2026.08.043.

Felemban H.B., Hagelamin E., Khiralla M., Ugwu H.C., Ezike H.C., Alhassan O., Alshammari A., Alshammari A., Alanazi A., Alshammari B., Alruwaili H., Alris F., Mustafa M., Merzoug F.
CPR duration and achievement of ROSC After ICU cardiac arrest: a single-center study in Al-Jouf, Saudi Arabia.
BMC Cardiovascular Disorders, 2026. Published: 3 September 2026.
DOI: 10.1186/s12872-026-06576-0.

Jeśli interesujesz się tematyką resuscytacji, polecamy nasz kurs: Podsumowanie wytycznych resuscytacji kurs internetowy

Pediatryczne zatrzymanie krążenia poza szpitalem – jak często zespoły EMS odstępują od RKO lub kończą resuscytację?

Nowa publikacja w czasopiśmie Pediatrics analizuje, jak często zespoły ratownictwa medycznego podejmują decyzję o niepodejmowaniu resuscytacji lub zakończeniu RKO w warunkach przedszpitalnych u dzieci z pozaszpitalnym nagłym zatrzymaniem krążenia (OHCA). Szczególną uwagę autorzy zwrócili na różnice między poszczególnymi systemami i agencjami EMS.

Ramgopal S. i wsp. „Futility and Termination of Resuscitation Variation for Pediatric Out-of-Hospital Cardiac Arrest.” Pediatrics, 2026. DOI: 10.1542/peds.2026-076981.

Duża analiza pediatrycznych zatrzymań krążenia

Badanie objęło 45 045 przypadków nietraumatycznego pozaszpitalnego zatrzymania krążenia u dzieci, leczonych przez ponad 6500 agencji lub systemów EMS. Autorzy analizowali dwa rodzaje decyzji: uznanie resuscytacji za daremną jeszcze przed jej rozpoczęciem oraz zakończenie rozpoczętej wcześniej resuscytacji w warunkach przedszpitalnych.

W około 6,6% przypadków nie rozpoczęto RKO, natomiast wśród rozpoczętych resuscytacji około 25,4% zakończono przed transportem lub przed dotarciem do szpitala.

Miejsce udzielania pomocy ma znaczenie

Jednym z najważniejszych wyników badania była bardzo duża zmienność decyzji pomiędzy poszczególnymi agencjami EMS. Dla decyzji o niepodejmowaniu RKO median odds ratio wyniosło około 2,33, natomiast dla zakończenia resuscytacji aż 3,50. Autorzy wskazują, że lokalne praktyki i zasady organizacyjne mogą wpływać na decyzję o zakończeniu RKO silniej niż wiele analizowanych cech klinicznych pacjenta.

Oznacza to, że dziecko z podobnym przebiegiem zatrzymania krążenia może mieć różne prawdopodobieństwo kontynuowania resuscytacji w zależności od tego, który system EMS prowadzi działania.

Kiedy rzadziej odstępowano od resuscytacji?

Na decyzje zespołów wpływały także okoliczności zatrzymania krążenia. Rzadziej odstępowano od resuscytacji lub ją przerywano, gdy NZK było świadkowane, gdy przed przyjazdem EMS prowadzono RKO przez świadka oraz w niektórych szczególnych etiologiach, takich jak utonięcie.

Co wynika z badania?

Publikacja nie wskazuje, że jedna konkretna strategia zakończenia RKO jest najlepsza. Pokazuje jednak istotny problem: decyzje dotyczące niepodejmowania lub zakończenia resuscytacji dzieci nie są jednolite pomiędzy systemami ratownictwa medycznego.

Autorzy podkreślają, że tak duża zmienność może wpływać zarówno na wyniki leczenia, jak i wykorzystanie zasobów systemu EMS. Wyniki stanowią argument za dalszym opracowywaniem i standaryzacją kryteriów termination of resuscitation (TOR) w pediatrycznym OHCA.

Trzeba jednocześnie pamiętać, że jest to badanie obserwacyjne. Nie pozwala ono stwierdzić, że większa lub mniejsza częstość kończenia resuscytacji w konkretnym systemie prowadzi do lepszych wyników leczenia. Pokazuje przede wszystkim skalę różnic w praktyce klinicznej.

Frazy kluczowe: pediatryczne NZK, OHCA u dzieci, resuscytacja dzieci, RKO u dzieci, termination of resuscitation, TOR, EMS, ratownictwo medyczne, zatrzymanie krążenia u dziecka, pozaszpitalne zatrzymanie krążenia.

Trenuj z nami swoje decyzje dotyczące resuscytacji z naszym kursem internetowym z modułem interaktywnym: Kurs resuscytacja wytyczne ERC i AHA

Osłuchiwanie pacjenta – jak się uczyć

Od stetoskopu Laenneca do nauki osłuchiwania online – czy dźwięków płuc można skutecznie uczyć przez internet?

Ponad 200 lat temu René Théophile Hyacinthe Laennec zmienił sposób badania pacjenta, wykorzystując prostą zasadę przewodzenia dźwięku. W 1816 roku podczas badania chorej zwinął arkusz papieru w rurkę i przekonał się, że w ten sposób może znacznie lepiej słyszeć dźwięki pochodzące z klatki piersiowej. Niedługo później papier zastąpił drewnianym cylindrem – pierwszym stetoskopem. W 1819 roku opublikował De l’Auscultation Médiate, tworząc podstawy nowoczesnego osłuchiwania klinicznego.

Co ciekawe, Laennec nie ograniczał się do samego „słuchania”. Próbował łączyć określone dźwięki z rzeczywistymi zmianami chorobowymi, weryfikując swoje obserwacje między innymi badaniami pośmiertnymi. Wprowadził także terminologię związaną z osłuchiwaniem, której część – w tym egofonia – przetrwała do współczesnej medycyny.

Dzisiaj stetoskop wygląda zupełnie inaczej, ale podstawowy problem pozostaje ten sam: samo posiadanie stetoskopu nie oznacza jeszcze umiejętności prawidłowego rozpoznawania dźwięków.

Czy osłuchiwania można nauczyć się przez internet?

Na to pytanie próbowali odpowiedzieć Shintaro Higashiyama, Koji Tamakoshi i Toyoaki Yamauchi w randomizowanym badaniu opublikowanym w Nagoya Journal of Medical Science pod tytułem Effectiveness of a new interactive web teaching material for improving lung auscultation skills: randomized controlled trial for clinical nurses.

Autorzy zwracają uwagę na istotny problem: doświadczenie kliniczne samo w sobie nie gwarantuje dobrego opanowania osłuchiwania. Możliwość spotkania w praktyce odpowiednio dużej liczby pacjentów prezentujących różne dźwięki płucne jest ograniczona, a klasyczne symulatory są kosztowne, wymagają dostępu do sprzętu i zwykle pozwalają na stosunkowo niewielką liczbę sesji treningowych.

Rozwiązaniem miało być interaktywne narzędzie internetowe, dostępne również na smartfonach i pozwalające ćwiczyć bez ograniczenia miejsca i czasu. System umożliwiał nie tylko odsłuchiwanie dźwięków, ale także wykonywanie testów, korzystanie z różnych źródeł tego samego rodzaju dźwięku, przeglądanie błędnych odpowiedzi i informacji zwrotnej oraz zapisywanie wyników użytkownika. Autorzy przewidzieli również możliwość dostosowywania pytań do poziomu uczącej się osoby.

Jak przeprowadzono badanie?

Badanie miało charakter randomizowany i objęło ostatecznie 69 pielęgniarek z doświadczeniem zawodowym krótszym niż rok. Uczestników podzielono na trzy grupy:

  • 23 osoby – nauka z wykorzystaniem materiału internetowego,
  • 22 osoby – materiał papierowy,
  • 24 osoby – grupa kontrolna bez interwencji.

Przed rozpoczęciem nauki i po tygodniu przeprowadzono test praktyczny na symulatorze. Uczestnicy musieli rozpoznać siedem rodzajów obrazu osłuchowego:

prawidłowy szmer, świsty, furczenia, trzeszczenia grube, trzeszczenia drobne, ściszenie szmeru po lewej stronie oraz brak szmeru po prawej stronie.

Co okazało się najtrudniejsze?

Wyniki testu początkowego są szczególnie interesujące z punktu widzenia praktycznej edukacji.

Nieprawidłowych odpowiedzi udzielono w:

  • 98,6% przypadków ściszenia szmeru po lewej stronie,
  • 91,3% przypadków braku szmeru po prawej stronie,
  • 87,0% przypadków trzeszczeń drobnych,
  • 69,6% przypadków trzeszczeń grubych,
  • 53,6% przypadków furczeń,
  • 26,1% przypadków świstów,
  • 10,1% przypadków prawidłowego szmeru.

To bardzo ważna obserwacja. Największym problemem nie okazało się rozpoznanie spektakularnego świstu, lecz subtelnych dźwięków oraz asymetrii wentylacji.

Autorzy podkreślają również, że trudności w rozpoznawaniu trzeszczeń drobnych obserwuje się nie tylko u pielęgniarek – problem ten opisywano również wśród lekarzy i studentów medycyny.

Czy nauka online zadziałała?

Tak.

W grupie kontrolnej nie stwierdzono istotnej poprawy rozpoznawania żadnego z badanych dźwięków.

Materiał papierowy istotnie poprawił rozpoznawanie:

  • świstów – p=0,004,
  • trzeszczeń grubych – p=0,035.

Natomiast w grupie korzystającej z interaktywnego materiału internetowego uzyskano istotną poprawę w rozpoznawaniu trzeszczeń drobnych – p=0,026.

Również całkowita liczba prawidłowych odpowiedzi wzrosła po szkoleniu zarówno w grupie papierowej, jak i internetowej, podczas gdy w grupie kontrolnej istotnej poprawy nie stwierdzono. Po zakończeniu szkolenia wyniki trzech grup różniły się istotnie statystycznie (p=0,023).

Internet czy podręcznik?

Ciekawe jest to, że badanie nie wskazuje prostego zwycięzcy.

Materiał papierowy pomagał w zrozumieniu mechanizmu powstawania niektórych dźwięków. Przykładowo mechanizm trzeszczeń grubych zilustrowano za pomocą powietrza przechodzącego przez ciecz.

Z kolei materiał internetowy pozwalał rzeczywiście słuchać dźwięków i wielokrotnie ćwiczyć ich rozpoznawanie, co prawdopodobnie miało szczególne znaczenie w przypadku trudnych do opisania słowami trzeszczeń drobnych. Autorzy zwracają uwagę, że oba sposoby nauki mogą się wzajemnie uzupełniać.

Ich końcowy wniosek jest jednoznaczny: opracowany materiał internetowy skutecznie poprawiał umiejętność osłuchiwania płuc u początkujących pielęgniarek, a połączenie materiałów internetowych i klasycznych może być jeszcze skuteczniejsze.

Od Laenneca do interaktywnego Trenera osłuchiwania

Historia zatacza w tym miejscu interesujące koło.

Laennec wykorzystał technologię swoich czasów, aby umożliwić człowiekowi lepsze słyszenie dźwięków powstających wewnątrz organizmu.

Współczesne technologie pozwalają zrobić kolejny krok – dźwięk można:

nagrać → przechować → wielokrotnie odtwarzać → porównywać → opisać → połączyć z przypadkiem klinicznym → wykorzystać w teście → przeanalizować popełnione błędy.

Na tej samej idei opiera się przygotowany na uratuj.com.pl Trener osłuchiwania.

Aplikacja dostępna w kursie pozwala uczyć się między innymi prawidłowych szmerów oddechowych, świstów, furczeń, trzeszczeń, stridoru, tonów i szmerów serca oraz wybranych dźwięków związanych z badaniem jamy brzusznej i wentylacją pacjenta.

Co istotne, rozwiązanie nie jest już wyłącznie biblioteką nagrań.

Użytkownik może korzystać z:

  • wielokrotnego odsłuchiwania dźwięków;
  • treningu porównawczego A/B;
  • 15 przypadków klinicznych;
  • testu z losowanymi nagraniami;
  • informacji o tym, z czym pomylono dany dźwięk;
  • wyjaśnienia potencjalnych konsekwencji klinicznych błędu;
  • analizy najczęściej mylonych dźwięków;
  • adaptacyjnych powtórek trudniejszych zagadnień;
  • zapisywania efektów uczenia się przypisanych do podanego adresu e-mail.

Jest to szczególnie interesujące w świetle omawianego badania, ponieważ autorzy podkreślali znaczenie zapisywania wyników, możliwości powrotu do błędnych pytań, informacji zwrotnej i dostosowania kolejnych zadań do słabszych obszarów użytkownika.

Dlaczego ma to znaczenie dla ratownika medycznego i lekarza ZRM?

Badanie Higashiyamy i wsp. dotyczyło początkujących pielęgniarek i osłuchiwania płuc, dlatego nie można na jego podstawie stwierdzić, że skuteczność Trenera osłuchiwania uratuj.com.pl została już naukowo potwierdzona u ratowników medycznych lub lekarzy.

Można jednak powiedzieć, że wyniki badania wspierają samą koncepcję takiego sposobu nauki.

W środowisku ZRM możliwość wielokrotnego treningu może być szczególnie cenna. W praktyce klinicznej trudno przecież zaplanować, że w krótkim czasie spotkamy pacjentów prezentujących kolejno drobne trzeszczenia, furczenia, jednostronny brak szmeru, stridor, S3 czy konkretny szmer zastawkowy.

Aplikacja pozwala natomiast wrócić do danego dźwięku 10, 20 czy 50 razy, porównać go bezpośrednio z podobnym dźwiękiem i dopiero później sprawdzić się w sytuacji, w której nazwa nie jest podana.

I właśnie tutaj współczesne narzędzie internetowe rozwija ideę zapoczątkowaną przez Laenneca.

W 1816 roku problemem było: jak usłyszeć to, czego wcześniej nie można było dobrze usłyszeć?

Dzisiaj kolejnym problemem jest:

jak nauczyć się prawidłowo interpretować to, co słyszymy?