Aktualności

„Nowoczesny standard, efektywny SOR” wersja 2.0. KIRM – Co poprawiono, a jakie problemy prawne nadal pozostały?

Ocena wcześniejszej wersji projektu tutaj.

Krajowa Rada Ratowników Medycznych 7 września 2026 r. przyjęła wersję 2.0 dokumentu „Wykorzystanie kompetencji personelu medycznego, optymalizacja procesów – Nowoczesny standard, efektywny SOR”. Nowa wersja została przyjęta uchwałą nr 280/KR/2026. W metryce zmieniono jej status z „Projekt” na „Obowiązujący”. Warto podkreślić, że nie jest obowiązujący akt prawa, lecz aktualny projekt zmian niektórych przepisów.

Porównanie wersji 2.0 z wcześniejszą wersją 1.0 pokazuje, że KIRM uwzględnił część uwag i istotnie poprawił dojrzałość organizacyjną projektu. Doprecyzowano wymagane doświadczenie zawodowe, wprowadzono 5000-godzinny próg praktyki, okres przejściowy dla HIS, pilotaż samodzielnego wypisu, wyraźniejszy podział odpowiedzialności przy transfuzji, rozbudowano RRT i zaawansowany transport medyczny oraz wprowadzono recertyfikację procedur wysokiego ryzyka.

Nie oznacza to jednak usunięcia wszystkich błędów prawnych. W wersji 2.0 pozostają problemy, które uniemożliwiają wdrożenie części projektu w proponowanej postaci. Najpoważniejsze dotyczą krwiolecznictwa, RTG, sposobu ustanawiania ogólnopolskich standardów, e-ZLA, kursu kwalifikacyjnego oraz samej konstrukcji projektowanych przepisów.

W analizie poniżej odnoszę się do projektu ze stanu prawnego na dzień 12 września 2026 r.

Co rzeczywiście zmieniło się między wersją 1.0 i 2.0?

Sama KIRM wskazuje, że po konsultacjach społecznych dokonano m.in. „ujednolicenia wymiaru stażowego”, uelastycznienia wymogów dotyczących kierowników ZRM „S”, dodano okres przejściowy dla HIS oraz doprecyzowano zagadnienia krwiolecznictwa, RRT, e-ZLA i recertyfikacji PoCUS.

Obszar Wersja 1.0 Wersja 2.0 Ocena zmiany
Status dokumentu projekt, 191 stron projekt „Obowiązujący”, 193 strony, uchwała 280/KR/2026 formalne zakończenie konsultacji
Poziom kwalifikowany niespójność: raz 5 lat PRM + rok SOR, w innym miejscu 5 lat SOR 5 lat w SOR + co najmniej 5000 godzin + kurs Poprawa, jednak zapis nie do przyjęcia przez większość ratowników medycznych – ważna uwaga do dalszego procedowania
Poziom specjalistyczny jeden bardziej ogólny warunek doświadczenia odrębne doświadczenie dla SOR, ZRM oraz RRT/ZTM Poprawa
HIS brak realnego okresu wdrożeniowego proponowany okres przejściowy 12–24 miesięcy i finansowanie dostosowania systemów Poprawa, jednak okres przejściowy wydaje się zbyt króki.
Samodzielny wypis specjalisty RM model ogólnopolski dodano pilotaż i ocenę LOS, powrotów do 72 h i zdarzeń niepożądanych Poprawa, ale ewentualne wprowadzenie powinno odbyć się po analizie danych z pilotażu.
Krwiolecznictwo głównie zmiana rozporządzenia dokładniej opisano odpowiedzialność lekarza, serologii i RM Poprawa organizacyjna, ale nie usunięto głównego błędu ustawowego.
PoCUS/HALO szkolenia HALO wprost wprowadzono obowiązek okresowej recertyfikacji PoCUS, RSI, konikotomii i drenażu Poprawa
RRT/ZTM głównie RRT szerzej opisano RRT oraz samodzielny zaawansowany transport medyczny Rozszerzenie projektu
Podstawa projektu głównie argumentacja własna dodano m.in. raport NIK oraz analizę G. Gieleraka Nieco lepsze uzasadnienie systemowe

Najważniejsza poprawka: uporządkowanie poziomów kompetencyjnych

Jednym z podstawowych mankamentów wersji 1.0 była niespójność wymagań dotyczących doświadczenia. Projekt ustawy mówił o pięciu latach w jednostkach PRM i przynajmniej roku w SOR, natomiast część dotycząca kursu wymagała pięciu lat pracy w SOR.

W wersji 2.0 rozwiązanie jest znacznie bardziej przejrzyste. Dla poziomu kwalifikowanego przyjęto 5 lat udzielania świadczeń w SOR oraz co najmniej 5000 godzin praktyki klinicznej. Dla poziomu specjalistycznego wprowadzono natomiast doświadczenie zależne od miejsca wykonywania rozszerzonych kompetencji: 5000 godzin w SOR dla specjalisty SOR, 5000 godzin w ZRM dla kierownika zespołu „S” oraz odpowiednie doświadczenie w PRM, OAiIT lub OINK dla RRT i zaawansowanego transportu.

Pozostała jednak niespójność redakcyjna. W części opisowej do doświadczenia kwalifikującego do RRT/ZTM zaliczono także OINK, podczas gdy w projektowanym przepisie dotyczącym tej ścieżki wymieniono PRM lub OAiIT, pomijając OINK. Takie rozbieżności powinny zostać usunięte przed przygotowaniem projektu legislacyjnego.

Krwiolecznictwo – poprawiono model odpowiedzialności, ale najważniejszego błędu prawnego nie usunięto

Wersja 2.0 wyraźnie lepiej opisuje odpowiedzialność za transfuzję. Projekt zakłada, że lekarz odpowiada za zlecenie przetoczenia, pracownia serologii za przygotowanie i wydanie odpowiedniego składnika, a ratownik za wykonanie transfuzji przy łóżku, identyfikację pacjenta, ocenę reakcji na preparat krwioleczniczy i obserwację. To jest znacznie bardziej racjonalny model niż sugerowanie nieograniczonej samodzielności RM w podejmowaniu decyzji o transfuzji.

Problem polega jednak na tym, że KIRM nadal zakłada przede wszystkim zmianę rozporządzenia w sprawie leczenia krwią. W części dotyczącej zakresu projektu napisano wręcz, że włączenie RM opiera się na art. 21 ust. 8 ustawy o publicznej służbie krwi i proponuje się zmianę rozporządzenia. Tymczasem obecny art. 21 ust. 1 ustawy o publicznej służbie krwi stanowi wprost, że przetoczenia dokonuje lekarz albo – na zlecenie lekarza – pielęgniarka lub położna po odpowiednim szkoleniu. Ratownika medycznego w tym katalogu nie ma. Także delegacja dotycząca szkoleń w art. 21 ust. 7 odnosi się do pielęgniarek i położnych, a art. 21 ust. 8 mówi m.in. o zadaniach lekarzy i pielęgniarek. Dlatego sama zmiana rozporządzenia nie wystarczy. Najpierw należałoby znowelizować co najmniej art. 21 ust. 1, ust. 7 i ust. 8 ustawy o publicznej służbie krwi.

Co więcej, w wersji 2.0 pozostaje wewnętrzna sprzeczność. W jednym miejscu KIRM prawidłowo przyjmuje model „lekarz zleca – RM wykonuje”, ale w projektowanym załączniku nr 3a dotyczącym świadczeń wykonywanych samodzielnie przez RM kwalifikowanego znajduje się „przetaczanie krwi i jej składników po ukończeniu szkolenia”. To samo pojawia się na poziomie specjalistycznym. Jednocześnie KIRM proponuje wpisanie transfuzji również do załącznika nr 4 – czyli świadczeń wykonywanych na zlecenie lekarza. To trzeba jednoznacznie rozstrzygnąć. Najbezpieczniejsza prawnie i klinicznie konstrukcja to:

decyzja i zlecenie transfuzji – lekarz; wykonanie transfuzji – odpowiednio przeszkolony RM.

RTG – KIRM zauważył Prawo atomowe, ale nie przygotował rozwiązania legislacyjnego

Wersja 2.0 słusznie wpisuje Prawo atomowe do katalogu ustaw wymagających zmiany. Jest to poprawa w stosunku do traktowania zlecania RTG jako czegoś, co można rozwiązać wyłącznie rozporządzeniem kompetencyjnym RM. Jednak problem nie został jeszcze rozwiązany. Art. 33c ust. 4 Prawa atomowego w obecnym brzmieniu wiąże skierowanie/zlecenie ekspozycji z uzasadnionym przekonaniem „lekarza kierującego”, że badanie dostarczy informacji potrzebnych do rozpoznania, wykluczenia choroby albo oceny jej przebiegu.

Dlatego jeżeli intencją KIRM jest rzeczywiście samodzielne zlecanie RTG przez RM kwalifikowanego, konieczna jest konkretna nowelizacja art. 33c Prawa atomowego oraz regulacji wykonawczych. Samo dopisanie RTG do katalogu świadczeń ratownika nie wystarczy. Warto jednocześnie oddzielić RTG od USG. USG nie wykorzystuje promieniowania jonizującego, więc problem Prawa atomowego go nie dotyczy.

Ogólnopolskie standardy – pozostaje błąd „obwieszczenia”

KIRM chce prawnie umocować 31 standardów postępowania na SOR. Sama koncepcja standaryzacji jest zasadna. Problemem pozostaje forma prawna. Wersja 2.0 nadal mówi o upoważnieniu Ministra Zdrowia do ogłaszania standardów „w drodze obwieszczenia”. Tymczasem art. 22 ust. 5 ustawy o działalności leczniczej stanowi, że minister może określić standardy organizacyjne opieki zdrowotnej w drodze rozporządzenia. Tak właśnie ustanawiane są obecnie m.in. standardy dotyczące anestezjologii, opieki długoterminowej czy opieki okołoporodowej. Co ciekawe, KIRM w dalszej części dokumentu sam wskazuje art. 22 ust. 5 jako podstawę dla standardów organizacyjnych. Powstała więc wewnętrzna sprzeczność. Rozwiązanie jest stosunkowo proste: standard organizacyjny SOR powinien zostać ustanowiony rozporządzeniem Ministra Zdrowia, a bardziej szczegółowe, często aktualizowane algorytmy kliniczne mogą funkcjonować jako rekomendacje, wytyczne lub załączniki w takim zakresie, na jaki pozwoli prawidłowa delegacja ustawowa.

„Pełna ochrona prawna” – błąd nadal pozostał

Tutaj wersja 2.0 jest częściowo lepsza. W jednej części KIRM mówi już rozsądniej, że postępowanie zgodnie ze standardem stanowi „kluczowy dowód zachowania należytej staranności”. Niestety w podsumowaniu ponownie pojawia się kategoryczne stwierdzenie, że pracownik działający zgodnie z algorytmem „zyskuje pełną ochronę prawną”. Takiej gwarancji nie daje żaden standard kliniczny. Zgodność z prawidłowo ustanowionym standardem może stanowić bardzo silny dowód zachowania należytej staranności, ale nie wyłącza automatycznie odpowiedzialności cywilnej, karnej czy zawodowej. Nadal trzeba oceniać okoliczności konkretnego przypadku, stan pacjenta, wskazania i przeciwwskazania, aktualną wiedzę oraz poprawność wykonania procedury. W wersji przeznaczonej dla ustawodawcy określenie „pełna ochrona prawna” powinno zostać usunięte.

Kurs kwalifikacyjny – nadal niewłaściwy organ zatwierdzający

Problem obecny w wersji 1.0 nie został poprawiony. KIRM nadal proponuje, aby program kursu kwalifikacyjnego opracowywał Komitet ds. medycznych przy KIRM, a zatwierdzała Krajowa Rada Ratowników Medycznych uchwałą. Obowiązujące przepisy przewidują inną procedurę. Zgodnie z art. 87 ustawy o zawodzie ratownika medycznego program kursu opracowuje zespół ekspertów powołany przez dyrektora CMKP, następnie dyrektor CMKP go redaguje i przedstawia Ministrowi Zdrowia do zatwierdzenia. Art. 88 stanowi ponadto, że kurs prowadzą uczelnie kształcące na kierunku ratownictwo medyczne oraz CMKP. KIRM może i powinien uczestniczyć w tworzeniu programu przez swoich ekspertów, ale przy obecnym stanie prawnym nie jest organem zatwierdzającym program kursu kwalifikacyjnego. Jeżeli KRRM ma uzyskać takie uprawnienie, trzeba zmienić ustawę, a nie tylko rozporządzenie.

e-ZLA – KIRM rozpoznał problem, ale finalny wykaz aktów nadal jest niekompletny

Wersja 2.0 słusznie stwierdza, że przyznanie specjaliście RM prawa do e-ZLA wymaga zmiany ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. To prawidłowe rozpoznanie powstałego w wersji 1.0. problemu. Obecny art. 54 tej ustawy przewiduje własne uprawnienie do wystawiania zaświadczeń dla lekarza, lekarza dentysty, felczera i starszego felczera. Ratownika medycznego w tym katalogu nie ma. Nie wystarczy więc zmienić HIS lub ustawę zawodową RM. Należałoby zmienić art. 54 oraz odpowiednio przepisy dotyczące rejestru, kontroli, profilu ZUS i zasad orzekania. Paradoksalnie, mimo że KIRM prawidłowo zauważa to w treści projektu, ustawa zasiłkowa nie znalazła się w końcowym wykazie aktów wymagających nowelizacji. To należy uznać za błąd i nanieść poprawki przed dalszym procedowaniem.

Recepty i refundacja – kierunek jest możliwy, pakiet prawny nadal niepełny

Wersja 2.0 rozwija koncepcję ograniczonych recept wystawianych przez specjalistę RM. Mają dotyczyć zamkniętego katalogu leków związanych przede wszystkim z kontynuacją terapii rozpoczętej w SOR. KIRM dodaje też pilotaż i monitoring. Sam kierunek można legislacyjnie zrealizować. Ustawa refundacyjna definiuje osobę uprawnioną przez odwołanie do prawa wykonywania danego zawodu – a więc zasadnicze uprawnienie receptowe można stworzyć w ustawie regulującej zawód ratownika. Nie wystarczy jednak samo zdanie w ustawie o zawodzie RM. Trzeba jednocześnie dostosować system e-recepty/P1, identyfikację osoby wystawiającej receptę, zasady refundacji i kontroli NFZ oraz odpowiednie akty wykonawcze. Aktualnym punktem odniesienia jest również ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia, której tekst jednolity ogłoszono w 2026 r. i która była już w tym roku kilkukrotnie nowelizowana.

ZRM „S” – dobry kierunek legislacyjny, ale projekt zawiera błędne odesłanie

KIRM chce, aby specjalistycznym ZRM mógł kierować również odpowiednio doświadczony magister ratownictwa medycznego. Do tego rzeczywiście konieczna jest zmiana ustawy o PRM, ponieważ obecnie specjalistyczny ZRM musi obejmować lekarza systemu, a jego kierownikiem jest lekarz systemu. Wersja 2.0 słusznie przygotowuje więc zmianę art. 36. Niestety projektowany art. 36 ust. 1a odsyła w zakresie produktów leczniczych i procedur do przepisów wydanych na podstawie art. 31 ust. 1 ustawy o PRM. To błędne odesłanie. Art. 31 ustawy o PRM dotyczy uprawnień kontrolnych wojewody, a nie zakresu leków i procedur ratownika. – Skąd takie odwołanie?

Jest to błąd podstaw legislacyjnych, ale w projekcie ustawy ma znaczenie zasadnicze – przepis w przedstawionym brzmieniu odsyła do regulacji, która nie może stanowić podstawy dla rozszerzonego katalogu czynności!

Pozostały stare błędy formalne w projektach aktów

W wersji 2.0 nadal znajduje się niedokończony zapis:

„po spełnieniu wymogu stażu pracy, o którym mowa w art. …. ustay o Państwowym Ratownictwie Medycznym”.

Pozostało również powołanie ustawy o zawodzie ratownika medycznego jako „Dz.U. z 2025 r. poz. 2187”. To błędny publikator. Obowiązujący tekst jednolity został ogłoszony w Dz.U. z 2025 r. poz. 339, a następnie ustawę nowelizowano m.in. ustawą opublikowaną pod poz. 637. To pokazuje, że rozdział „Projekty zmian legislacyjnych” nie jest jeszcze gotowym projektem legislacyjnym. Jest raczej szkicem rozwiązań, który wymaga profesjonalnej redakcji legislacyjnej.

Vacatio legis – wersja 2.0 sama sobie przeczy

Dobrym dodatkiem jest przyznanie, że dostosowanie HIS będzie wymagało 12–24 miesięcy, m.in. ze względu na zamówienia publiczne, modyfikacje dostawców oprogramowania, RBAC i koszty infrastruktury. Ale okres ten wydaje się zbyt krótki. Ponadto jednocześnie projektowane zasadnicze zmiany ustawowe nadal mają wchodzić w życie po 14 dniach od ogłoszenia. Przy reformie obejmującej nowe poziomy kwalifikacji, kursy, uprawnienia do RTG, transfuzji, recept, e-ZLA, RSI, kierowania ZRM „S”, przebudowę HIS i dokumentacji 14 dni jest terminem zdecydowanie niewystarczającym, wręcz nierealnym jeśli te zmiany mają być wprowadzane w praktyce w sposób rzetelny i bezpieczny. Logiczny model to wejście w życie części ustrojowej ustawy wcześniej, a przepisów nadających nowe uprawnienia po okresie kolejnym, z jeszcze dłuższym okresem dla pełnej interoperacyjności HIS.

Końcowy wykaz aktów prawnych nadal jest zdecydowanie za krótki

Tak jak wspomniałem wyżej, to jeden z problemów wersji 2.0. KIRM wymienia na końcu 11 aktów, w tym ustawę o zawodzie RM, ustawę o działalności leczniczej, Prawo atomowe, przepisy dotyczące SOR, dokumentacji, ochrony zdrowia psychicznego oraz rozporządzenie o krwiolecznictwie. Jednocześnie brakuje tam co najmniej kilku aktów, które sam dokument wcześniej wskazuje albo których zmiana wynika bezpośrednio z proponowanych kompetencji. Najbardziej oczywiste są: ustawa o publicznej służbie krwi, ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym, mimo że KIRM sam proponuje jej nowelizację w rozdziale 14.2, oraz ustawa zasiłkowa dotycząca e-ZLA. W przypadku recept konieczna jest też całościowa analiza i synchronizacja z ustawą refundacyjną, Prawem farmaceutycznym, systemem informacji w ochronie zdrowia i przepisami wykonawczymi dotyczącymi recept. Szczególnie zaskakujące jest pominięcie ustawy o PRM, skoro kilka stron wcześniej dokument zawiera gotowy projekt zmiany jej art. 36.

Status „Obowiązujący” – trzeba bardzo wyraźnie wyjaśnić, co oznacza

Wersja 1.0 miała status „Projekt”. W wersji 2.0 w metryce wpisano „Status dokumentu: Obowiązujący”. To może być mylące dla czytelnika. „Obowiązujący” oznacza tutaj co najwyżej obowiązującą, przyjętą przez KRRM wersję dokumentu programowego/założeń. Nie oznacza wejścia w życie opisanych w nim kompetencji. Ratownik medyczny nie uzyskał wskutek uchwały KRRM prawa do samodzielnego zlecania RTG, przetaczania krwi, wystawiania e-ZLA czy recept refundowanych ani kierowania specjalistycznym ZRM. Do tego potrzebne są zmiany ustaw i rozporządzeń. Na stronie internetowej KIRM warto byłoby umieścić przy dokumencie jednoznaczną informację: „Dokument przedstawia postulowane rozwiązania legislacyjne. Opisane rozszerzone kompetencje nie stanowią obecnie obowiązujących uprawnień zawodowych.”

Ocena końcowa wersji 2.0

Wersja 2.0 jest lepsza od wersji 1.0. Postęp nastąpił w zakresie konstrukcji ścieżek zawodowych, wymaganego doświadczenia klinicznego, bezpieczeństwa wdrożenia, recertyfikacji HALO/PoCUS, okresu przejściowego dla HIS oraz pilotażu samodzielnego zakończenia leczenia przez specjalistę RM. KIRM słusznie zmierza też w stronę bardziej precyzyjnego rozdzielenia odpowiedzialności zawodowej. Dobrym przykładem jest nowa koncepcja transfuzji: lekarz podejmuje decyzję i zleca, laboratorium odpowiada za składnik, a przeszkolony RM odpowiada za wykonanie procedury. Nie można jednak uznać, że KIRM poprawił wszystkie wskazane wcześniej błędy prawne. Najważniejszy problem – krwiolecznictwo – nadal jest projektowany przede wszystkim poprzez zmianę rozporządzenia, mimo że przeszkoda znajduje się bezpośrednio w art. 21 ustawy o publicznej służbie krwi. Standardy ogólnokrajowe nadal mają być ogłaszane obwieszczeniem zamiast rozporządzeniem. Nie opracowano konkretnej zmiany art. 33c Prawa atomowego. Program kursu nadal miałaby zatwierdzać KRRM, mimo innego ustawowego trybu CMKP–Minister Zdrowia. Pozostały też błędne odesłania, nieaktualne oznaczenie Dz.U., niedokończony przepis i określenie „pełna ochrona prawna”. Przed skierowaniem materiału do Ministerstwa Zdrowia jako podstawy do przygotowania ustaw rekomendowałbym jeszcze jedną wersję – 2.1 albo 3.0 – po pełnym przeglądzie legislacyjnym. Powinna ona równolegle zmieniać ustawy branżowe ograniczające konkretne czynności, a dopiero w drugiej kolejności akty wykonawcze. Najpilniejsze byłoby uzupełnienie pakietu o nowelizację art. 21 ustawy o publicznej służbie krwi, art. 33c Prawa atomowego, art. 36 ustawy o PRM, art. 54 i przepisów powiązanych ustawy zasiłkowej, prawidłową delegację dla standardu SOR oraz dostosowanie art. 87–88 ustawy zawodowej w zakresie kursu, jeżeli KIRM chce zmienić obecny model CMKP. Należałoby też przeprowadzić osobny audyt przepisów dotyczących recept, refundacji i systemów P1/ZUS.

Podsumowując: projekt KIRM jest obecnie lepszy merytorycznie i organizacyjnie niż w lipcu 2026 r., ale nadal nie jest gotowym pakietem legislacyjnym. Koncepcję można ocenić jako dojrzalszą do dalszych rozmów z Ministerstwem Zdrowia; warstwę prawną – jako wymagającą jeszcze istotnej korekty przed przekształceniem jej w projekty ustaw i rozporządzeń.

Nowe badania dotyczące ECPR i AED – organizacja systemu może decydować o skuteczności resuscytacji

Data aktualizacji: 12 września 2026 r.

Jeśli chcesz poszerzyć swoja wiedzę w obszarze E-CPR polecamy nasze szkolenie interenetowe: Doskonalenie ustawiczne w zawodach medycznych – ECMO – podstawy działania i wskazania do kwalifikacji

W najnowszej literaturze naukowej dotyczącej resuscytacji zwracają uwagę dwie publikacje opublikowane 11 września 2026 r. Pierwsza dotyczy organizacji extracorporeal cardiopulmonary resuscitation (ECPR) w ośrodkach, które nie dysponują stałym wsparciem perfuzjonisty. Druga analizuje problem rozmieszczenia automatycznych defibrylatorów zewnętrznych (AED) w stosunku do przestrzennego ryzyka wystąpienia nagłego zatrzymania krążenia.

Choć badania dotyczą różnych elementów łańcucha przeżycia, łączy je wspólny wniosek: w leczeniu nagłego zatrzymania krążenia nie wystarczy dysponować odpowiednią technologią. Równie istotne jest takie zorganizowanie systemu, aby potrzebne zasoby były dostępne we właściwym miejscu i we właściwym czasie.

ECPR bez stałej obecności perfuzjonisty – jak przygotowane są ośrodki ECMO?

Mishuris E., Wallraff A., Kopp R. i wsp. opublikowali w BMC Emergency Medicine badanie:

„ECPR readiness without perfusionist support: a cross-sectional national survey on circuit preparation, team structure, and training”.

Publikacja ukazała się 11 września 2026 r.

DOI: 10.1186/s12873-026-01766-7

Badanie dotyczy niezwykle praktycznego problemu organizacji ECPR: czy ośrodek może szybko rozpocząć pozaustrojową resuscytację, jeżeli nie dysponuje stałą obecnością perfuzjonisty?

Dlaczego czas rozpoczęcia ECPR jest tak ważny?

ECPR polega na zastosowaniu pozaustrojowego wspomagania krążenia – najczęściej VA-ECMO – u odpowiednio wyselekcjonowanych pacjentów z opornym na standardowe leczenie zatrzymaniem krążenia.

Nie jest to alternatywa dla prawidłowo prowadzonej klasycznej resuscytacji, lecz jedna z możliwości leczenia wybranych pacjentów, u których pomimo prowadzenia ALS nie uzyskano trwałego powrotu spontanicznego krążenia.

Jednym z kluczowych problemów ECPR pozostaje czas low-flow, czyli okres, w którym krążenie pacjenta jest podtrzymywane przede wszystkim za pomocą uciskania klatki piersiowej przed rozpoczęciem skutecznego przepływu pozaustrojowego.

Dlatego sama obecność aparatu ECMO w szpitalu nie oznacza jeszcze rzeczywistej gotowości do prowadzenia ECPR. Konieczne są między innymi odpowiednio przygotowany sprzęt, personel potrafiący uruchomić układ, procedury postępowania oraz regularne szkolenia.

Jak przeprowadzono badanie?

Autorzy przeprowadzili ogólnokrajowe badanie przekrojowe obejmujące niemieckie ośrodki ECMO funkcjonujące bez dedykowanego wsparcia perfuzjonisty.

Analizowano m.in.:

  • sposób przygotowania układów ECMO,
  • czas potrzebny do przygotowania systemu,
  • grupy zawodowe odpowiedzialne za jego uruchomienie,
  • udział personelu pielęgniarskiego,
  • częstotliwość szkoleń,
  • dostępność wewnętrznych standardowych procedur operacyjnych – SOP,
  • zasady przechowywania wcześniej przygotowanych układów ECMO.

Ostatecznie przeanalizowano odpowiedzi z 42 ośrodków. Spośród nich 27 ośrodków, czyli 64%, prowadziło ECPR. Co interesujące, aż 90% badanych placówek wykonywało mniej niż 50 procedur ECMO rocznie.

ECPR – znacznie krótszy czas przygotowania układu

Jednym z najważniejszych wyników badania była różnica w czasie potrzebnym do przygotowania ECMO.

W ośrodkach realizujących ECPR mediana czasu przygotowania wynosiła:

15 minut (IQR 12–18 min; zakres 5–30 min).

W ośrodkach niewykonujących ECPR było to natomiast:

30 minut (IQR 20–40 min; zakres 15–105 min).

Różnica była statystycznie bardzo wyraźna: p < 0,0001, a wielkość efektu określona za pomocą Cliff’s delta wynosiła 0,77 (95% CI 0,54–0,94).

W praktyce oznacza to dwukrotnie krótszą medianę czasu przygotowania systemu w ośrodkach prowadzących ECPR.

Nie należy jednak interpretować tego wyniku jako dowodu, że samo skrócenie przygotowania układu o 15 minut zwiększa przeżywalność. Badanie miało charakter przekrojowy i organizacyjny – nie analizowano w nim wyników neurologicznych ani śmiertelności pacjentów.

Pokazuje ono natomiast bardzo wyraźnie, że ośrodki przygotowane do ECPR funkcjonują organizacyjnie inaczej niż placówki stosujące ECMO poza kontekstem resuscytacji.

Ważna rola pielęgniarek i zespołu interdyscyplinarnego

Bardzo interesujący jest udział personelu pielęgniarskiego w przygotowaniu ECMO.

Pielęgniarki uczestniczyły w uruchamianiu ECMO w:

59% ośrodków wykonujących ECPR

w porównaniu z:

20% ośrodków niewykonujących ECPR.

W ośrodkach ECPR, w których pielęgniarki uczestniczyły w tych procedurach, regularne szkolenie tej grupy zawodowej deklarowano w 87,5% placówek. Dla lekarzy analogiczny odsetek wynosił 60% w ośrodkach, w których lekarze pełnili odpowiednią funkcję.

W całej analizowanej grupie 76% ośrodków prowadziło regularne szkolenia odpowiedzialnego personelu co najmniej raz w roku.

Może to mieć duże znaczenie organizacyjne. ECPR jest procedurą wymagającą współpracy wielu osób i wykonywania szeregu czynności równocześnie. Model uzależniający rozpoczęcie procedury od obecności pojedynczego specjalisty może potencjalnie wydłużać czas do uruchomienia krążenia pozaustrojowego.

Badanie wspiera zatem koncepcję interdyscyplinarnego ECPR team, którego członkowie mają jasno określone kompetencje i są regularnie szkoleni.

SOP w ECPR – standard nadal nie jest jednolity

Kolejnym ważnym elementem badania były standardowe procedury operacyjne.

Wewnętrzne SOP dotyczące ECMO/ECPR posiadało 86% analizowanych ośrodków. Jednocześnie aż 69% respondentów wskazało potrzebę stworzenia uniwersalnej, opartej na dowodach procedury.

Pokazuje to istotny problem współczesnego ECPR: nawet w rozwiniętych systemach istnieją znaczne różnice dotyczące organizacji zespołów, przygotowania urządzeń, zakresu odpowiedzialności poszczególnych grup zawodowych czy sposobu utrzymywania gotowości.

Autorzy zwracają uwagę właśnie na tę heterogeniczność.

Co z wcześniej przygotowanym układem ECMO?

Jednym ze sposobów skracania czasu rozpoczęcia ECPR jest wcześniejsze przygotowanie układu.

Spośród ośrodków deklarujących zdefiniowany maksymalny czas przechowywania przygotowanego systemu wszystkie przestrzegały zalecanego przez Extracorporeal Life Support Organization (ELSO) maksymalnego okresu wynoszącego 30 dni.

To kolejny przykład pokazujący, że skuteczny program ECPR rozpoczyna się znacznie wcześniej niż w chwili przyjęcia pacjenta z trwającym NZK.

Co z tego badania wynika dla praktyki?

Publikacja nie pozwala stwierdzić, że określony model organizacyjny bezpośrednio poprawia przeżywalność. Nie było to badanie kliniczne porównujące wyniki leczenia pacjentów.

Dostarcza jednak ważnych danych dotyczących gotowości systemowej do ECPR.

W praktyce program ECPR powinien obejmować nie tylko zakup i dostępność aparatu ECMO, ale również:

wcześniejsze przygotowanie sprzętu → jasne kryteria aktywacji zespołu → określony podział kompetencji → możliwość szybkiego przygotowania układu → regularne szkolenia interdyscyplinarne → SOP → okresowe ćwiczenia całej procedury.

W warunkach ECPR każde opóźnienie organizacyjne może zwiększać czas low-flow. Dlatego gotowość zespołu może być równie istotnym elementem programu jak sama technologia.

Źródło: Mishuris E., Wallraff A., Kopp R. i wsp. ECPR readiness without perfusionist support: a cross-sectional national survey on circuit preparation, team structure, and training. BMC Emergency Medicine. 2026. DOI: 10.1186/s12873-026-01766-7.


AED powinien znajdować się tam, gdzie dochodzi do zatrzymań krążenia – a nie tylko tam, gdzie łatwo go zainstalować

Drugą interesującą publikacją jest praca:

Su C., Wang S., Zhou J. i wsp. „Assessing the spatial alignment between AED supply and spatiotemporal cardiac arrest risk in Beijing: a multi-source geospatial analysis”.

Badanie opublikowano 11 września 2026 r. w International Journal of Health Geographics.

DOI: 10.1186/s12942-026-00492-4.

Autorzy podjęli problem, który ma znaczenie dla praktycznie każdego programu publicznego dostępu do defibrylacji (PAD):

Czy AED są rzeczywiście umieszczane tam, gdzie istnieje największe ryzyko wystąpienia nagłego zatrzymania krążenia?

Liczba AED to nie wszystko

Tradycyjne programy rozbudowy sieci AED często koncentrują się na miejscach o dużym przepływie ludzi: centrach handlowych, dworcach, lotniskach, obiektach sportowych, urzędach czy innych budynkach użyteczności publicznej.

Takie podejście jest logiczne, ale może nie odzwierciedlać rzeczywistego rozkładu ryzyka OHCA.

Autorzy badania przeprowadzonego w Pekinie zastosowali bardziej zaawansowane podejście. Zamiast analizować jedynie rozmieszczenie urządzeń, zestawili podaż AED z przestrzennym i czasowym ryzykiem wystąpienia zatrzymania krążenia.

Jak oceniono ryzyko?

Do stworzenia modelu wykorzystano wiele źródeł danych geograficznych.

Uwzględniono m.in.:

  • rozmieszczenie ludności,
  • udział osób starszych,
  • aktywność mieszkańców w przestrzeni publicznej,
  • charakter zabudowy,
  • funkcje poszczególnych części miasta,
  • skupiska ludności w godzinach nocnych,
  • dane dotyczące infrastruktury,
  • sieć drogową.

Powstał złożony przestrzenny indeks ryzyka.

Spośród analizowanych elementów największe znaczenie miała obecność populacji osób starszych, której przypisano wagę 0,3756.

Jest to ważna obserwacja, ponieważ pokazuje, że planowanie sieci AED wyłącznie na podstawie liczby osób przemieszczających się przez dane miejsce może prowadzić do pominięcia obszarów zamieszkałych przez populację szczególnie zagrożoną NZK.

Cztery minuty jako praktyczne okno dostępności AED

Autorzy oceniali dostępność urządzeń z wykorzystaniem rzeczywistej sieci drogowej.

Przyjęto całkowite 4-minutowe okno interwencji, z czego około jednej minuty przeznaczono na czynności związane z użyciem AED. W praktyce oznaczało to około 3 minut efektywnego czasu na dotarcie do urządzenia.

To znacznie bardziej realistyczne podejście niż proste wyznaczenie okręgu o określonym promieniu wokół AED. Rzeczywisty dostęp zależy przecież od ulic, przejść, budynków, przeszkód oraz sposobu przemieszczania się osoby udającej się po urządzenie.

AED są tam, gdzie jest dużo ludzi – ale niekoniecznie tam, gdzie ryzyko jest największe

Analiza wykazała charakterystyczny wzorzec.

Duże zagęszczenie AED występowało przede wszystkim w:

centrach handlowych, obiektach publicznych i węzłach komunikacyjnych.

Jednocześnie autorzy stwierdzili strukturalne niedobory urządzeń w niektórych obszarach mieszkalnych o wysokim przewidywanym ryzyku zatrzymania krążenia.

Oznacza to, że sieć AED może wyglądać dobrze pod względem liczby urządzeń przypadających na mieszkańców, a mimo tego nie zapewniać optymalnej dostępności tam, gdzie prawdopodobieństwo wykorzystania defibrylatora jest największe.

„High-Demand, High-Gap” – miejsca, które powinny otrzymać AED w pierwszej kolejności

Autorzy zastosowali analizę przestrzenną pozwalającą zidentyfikować obszary określone jako:

High-Demand, High-Gap (H-H),

czyli miejsca charakteryzujące się jednocześnie:

wysokim zapotrzebowaniem/ryzykiem + dużym niedoborem dostępności AED.

Globalny dwuwymiarowy współczynnik Moran’s I wynosił −0,496, wskazując na istotne przestrzenne niedopasowanie pomiędzy ryzykiem a luką w podaży AED. Analiza lokalna pozwoliła następnie wskazać konkretne obszary wymagające priorytetowej interwencji.

Z punktu widzenia planowania systemu jest to znacznie bardziej użyteczna informacja niż sama mapa istniejących urządzeń.

Od „więcej AED” do „AED we właściwym miejscu”

To prawdopodobnie najważniejszy praktyczny wniosek z publikacji.

Autorzy wskazują, że po osiągnięciu pewnego podstawowego poziomu nasycenia miasta urządzeniami korzyść z prostego zwiększania liczby AED może stopniowo maleć.

Kolejnym etapem rozwoju systemu powinno być precyzyjne rozmieszczanie defibrylatorów na podstawie rzeczywistego ryzyka.

Można to przedstawić jako zmianę podejścia:

„Gdzie możemy zainstalować AED?”

na:

„Gdzie AED ma największą szansę zostać wykorzystany w pierwszych minutach NZK?”

To zasadnicza różnica.

W praktyce oznacza to konieczność uwzględniania nie tylko centrów handlowych, dworców i dużych zakładów pracy, ale również osiedli mieszkaniowych, skupisk osób starszych oraz miejsc, w których dostęp do istniejących AED jest czasowo ograniczony.

Znaczenie dla organizacji systemów PAD w Polsce

Badanie przeprowadzono w Pekinie, dlatego jego wyników nie można bezpośrednio przenosić na polskie miasta. Sama metodologia jest jednak bardzo interesująca.

Przy planowaniu rozmieszczenia AED można łączyć dane dotyczące:

wieku mieszkańców + gęstości zaludnienia + historycznych lokalizacji OHCA + czasu dojazdu ZRM + rzeczywistej dostępności istniejących AED + godzin dostępności urządzeń + sieci pieszej i drogowej.

Dopiero połączenie tych informacji może pozwolić na identyfikację rzeczywistych „białych plam” systemu publicznego dostępu do defibrylacji.

Szczególnie istotne może być uwzględnienie osiedli mieszkaniowych i populacji osób starszych, zamiast koncentracji wyłącznie na miejscach o dużym przepływie osób.

Źródło: Su C., Wang S., Zhou J. i wsp. Assessing the spatial alignment between AED supply and spatiotemporal cardiac arrest risk in Beijing: a multi-source geospatial analysis. International Journal of Health Geographics. 2026. DOI: 10.1186/s12942-026-00492-4.


Wspólny wniosek: w resuscytacji liczy się nie tylko sprzęt, ale dostępność w czasie

Obie publikacje dotyczą pozornie zupełnie innych problemów. Pierwsza analizuje ECPR – jedną z najbardziej zaawansowanych metod leczenia opornego zatrzymania krążenia. Druga dotyczy AED, czyli urządzenia przeznaczonego do wykorzystania jeszcze przed przybyciem profesjonalnych służb ratunkowych.

W rzeczywistości oba badania pokazują podobny problem.

Technologia ratuje życie dopiero wtedy, gdy można wykorzystać ją odpowiednio szybko.

W przypadku AED oznacza to urządzenie znajdujące się wystarczająco blisko miejsca wystąpienia NZK i rzeczywiście dostępne dla świadka zdarzenia.

W przypadku ECPR oznacza to odpowiednio wyselekcjonowanego pacjenta, właściwie zorganizowany zespół, przygotowany sprzęt, jasny SOP i możliwość szybkiego rozpoczęcia krążenia pozaustrojowego.

Można więc spojrzeć na te dwa badania jako na analizę dwóch krańców współczesnego systemu resuscytacji:

wczesna defibrylacja AED → ALS → leczenie opornego NZK → u wybranych pacjentów ECPR/VA-ECMO.

Na każdym z tych etapów jednym z podstawowych ograniczeń pozostaje czas.

Dlatego rozwój współczesnych systemów leczenia nagłego zatrzymania krążenia nie powinien ograniczać się do zwiększania liczby urządzeń czy ośrodków. Coraz większe znaczenie będzie miało optymalizowanie ich rozmieszczenia, dostępności, organizacji zespołów oraz skracanie czasu od wystąpienia NZK do wdrożenia interwencji, która może zmienić rokowanie pacjenta.

Piśmiennictwo

  1. Mishuris E., Wallraff A., Kopp R., Larmann J., Strudthoff L.J., Bleilevens C. i wsp. ECPR readiness without perfusionist support: a cross-sectional national survey on circuit preparation, team structure, and training. BMC Emergency Medicine. 2026. DOI: 10.1186/s12873-026-01766-7.
  2. Su C., Wang S., Zhou J., Li X., Xu D. i wsp. Assessing the spatial alignment between AED supply and spatiotemporal cardiac arrest risk in Beijing: a multi-source geospatial analysis. International Journal of Health Geographics. 2026. DOI: 10.1186/s12942-026-00492-4.

Czy pielęgniarka powinna móc podać adrenalinę podczas NZK bez oczekiwania na lekarza? Nowe badanie dotyczące resuscytacji wewnątrzszpitalnej

Czas jest jednym z kluczowych elementów resuscytacji. Dotyczy to rozpoczęcia uciskania klatki piersiowej, defibrylacji, identyfikacji przyczyn odwracalnych, ale również podania adrenaliny w zatrzymaniu krążenia z rytmem niedefibrylacyjnym.

Nowe badanie opublikowane 9 września 2026 r. w „World Journal of Critical Care Medicine” oceniło ciekawą zmianę organizacyjną: pielęgniarki zostały upoważnione do samodzielnego podania pierwszej dawki adrenaliny u pacjenta z wewnątrzszpitalnym zatrzymaniem krążenia (IHCA) i rytmem niedefibrylacyjnym, bez konieczności oczekiwania na zlecenie lekarza.

Efekt organizacyjny był wyraźny. Mediana czasu do podania adrenaliny skróciła się o połowę, a znacznie więcej pacjentów otrzymywało lek w ciągu pierwszych dwóch minut. Nie przełożyło się to jednak na wzrost odsetka ROSC ani poprawę przeżycia do wypisu.

Dlaczego autorzy przeprowadzili to badanie?

W rytmach niedefibrylacyjnych – asystolii i PEA – nie ma wskazania do defibrylacji. Jednym z elementów zaawansowanej resuscytacji jest natomiast możliwie wczesne podanie adrenaliny i równoległe poszukiwanie przyczyn odwracalnych.

W praktyce wewnątrzszpitalnej może jednak powstawać problem organizacyjny. Pielęgniarka rozpoznaje zatrzymanie krążenia, rozpoczynane jest RKO, ale podanie leku wymaga zgody lub zlecenia lekarza. Autorzy zwrócili uwagę, że hierarchiczna organizacja pracy, konieczność autoryzacji oraz oczekiwanie na lekarza mogą powodować możliwe do uniknięcia opóźnienie.

W badanym szpitalu w Indiach zdecydowano więc w 2019 r. o zmianie procedury.

Po jej wprowadzeniu pielęgniarka, która rozpoznała NZK i stwierdziła rytm niedefibrylacyjny – PEA lub asystolię – mogła natychmiast podać 1 mg adrenaliny dożylnie, bez wcześniejszej autoryzacji lekarza.

Nie była to wyłącznie zmiana zapisu w procedurze

Przed wdrożeniem nowych zasad przeprowadzono szkolenia pielęgniarek obejmujące rozpoznawanie zatrzymania krążenia oraz wskazania do wczesnego stosowania adrenaliny w rytmach niedefibrylacyjnych. Wykorzystano również istniejący w szpitalu system szkoleń symulacyjnych.

Co ważne, nie zmieniono rozmieszczenia wózków resuscytacyjnych ani dostępności leku. Adrenalina była już wcześniej dostępna w standardowych zestawach resuscytacyjnych. Monitorowano natomiast przestrzeganie nowej procedury oraz analizowano zdarzenia podczas comiesięcznych przeglądów jakości.

Oceniano zatem przede wszystkim efekt zmiany kompetencyjno-organizacyjnej, a nie poprawy fizycznej dostępności adrenaliny.

Jak przeprowadzono badanie?

Była to retrospektywna analiza danych zbieranych prospektywnie w rejestrze zatrzymań krążenia w Christian Medical College Vellore w Indiach.

Porównano dwa okresy:

przed interwencją: 1 września 2018 – 26 listopada 2019 r.,

po interwencji: 27 listopada 2019 – 31 grudnia 2021 r.

W pierwszym okresie pierwszą dawkę adrenaliny podawano w systemie zależnym od lekarza. W drugim pielęgniarki mogły podać ją samodzielnie po rozpoznaniu IHCA z rytmem niedefibrylacyjnym.

Do badania włączono wyłącznie osoby dorosłe z asystolią lub PEA. Wyłączono pacjentów z OIT i sal operacyjnych, osoby z wcześniejszym zleceniem „do not resuscitate”, dzieci oraz przypadki OHCA.

450 zatrzymań krążenia

W analizowanym okresie zarejestrowano 467 IHCA. Wykluczono 17 przypadków z rytmem defibrylacyjnym – 10 VF i 7 pVT.

Ostatecznie badaniem objęto 450 przypadków IHCA z rytmem niedefibrylacyjnym:

  • przed zmianą procedury – 162,
  • po zmianie – 288.

Średni wiek pacjentów wynosił 52,5 ± 16,1 roku, a 63,1% stanowili mężczyźni. Grupy nie różniły się istotnie pod względem wieku ani płci.

425 przypadków, czyli 94,4%, stanowiła asystolia, natomiast PEA występowała jedynie u 25 pacjentów – 5,6%. To bardzo ważne przy interpretacji wyników, ponieważ badanie w praktyce opisuje przede wszystkim populację pacjentów z asystolią.

Prawie wszystkie zatrzymania były świadkowane – 98,9%, a 92,4% pacjentów było monitorowanych przed NZK. Mediana czasu od rozpoznania zatrzymania krążenia do rozpoczęcia RKO wynosiła 0 minut w obu okresach.

Najważniejszy wynik: pierwszą adrenalinę podawano dwa razy szybciej

Za „wczesne” podanie adrenaliny autorzy uznali podanie pierwszej dawki w ciągu 2 minut od rozpoznania zatrzymania krążenia.

Przed zmianą procedury adrenalinę w tym czasie otrzymywało:

46,0% pacjentów.

Po umożliwieniu pielęgniarkom samodzielnego podawania pierwszej dawki:

74,3% pacjentów.

Różnica była wysoce istotna statystycznie:

p < 0,001.

Jeszcze lepiej zmianę pokazuje rzeczywisty czas do podania leku.

Mediana wynosiła:

przed interwencją: 4 minuty (IQR 1–6)

po interwencji: 2 minuty (IQR 0–3).

W praktyce mediana czasu oczekiwania na pierwszą dawkę adrenaliny została więc zmniejszona o 50%.

Po zmianie organizacyjnej szansa na podanie adrenaliny w ciągu 2 minut była około 3,4 razy większa: OR 3,39; 95% CI 2,18–5,29.

Czy wzrosła częstość ROSC?

I tutaj pojawia się najważniejszy element badania.

Nie wykazano istotnego zwiększenia odsetka ROSC.

Łącznie ROSC uzyskało 260 z 450 pacjentów – 57,8%.

Przed zmianą procedury ROSC uzyskano u 56,8%, a po zmianie u 58,3% pacjentów.

Różnica była nieistotna:

p = 0,74.

Samo umożliwienie pielęgniarkom wcześniejszego podania adrenaliny nie doprowadziło więc do statystycznie istotnego zwiększenia liczby pacjentów odzyskujących spontaniczne krążenie.

Ale ROSC uzyskiwano znacznie szybciej

Znacznie ciekawsza była analiza czasu potrzebnego do odzyskania krążenia.

Wśród pacjentów, którzy uzyskali ROSC, mediana czasu wynosiła:

przed interwencją: 20 min (IQR 12–30)

po interwencji: 12 min (IQR 8–23).

Różnica wynosiła zatem aż 8 minut i była istotna statystycznie:

p < 0,001.

W grupie pacjentów, którzy ostatecznie uzyskali ROSC, mediana czasu do pierwszej dawki adrenaliny spadła jednocześnie z 3 do 1 minuty.

To jeden z bardziej interesujących wyników badania: liczba przypadków zakończonych ROSC praktycznie się nie zmieniła, ale w grupie pacjentów odzyskujących krążenie następowało to zdecydowanie szybciej.

Co pokazuje bezpośrednie porównanie „adrenalina ≤2 min” vs „adrenalina >2 min”?

Autorzy przeprowadzili dodatkową analizę niezależną od okresu badania. Spośród 450 pacjentów dokładny czas podania adrenaliny był dostępny dla 426 osób.

Podzielono ich na dwie grupy:

adrenalina ≤2 min – 274 pacjentów

oraz

adrenalina >2 min – 152 pacjentów.

ROSC uzyskano odpowiednio u:

60,6% pacjentów otrzymujących lek do 2 minut

i

50,0% otrzymujących go później.

Różnica była istotna statystycznie:

p = 0,04.

Czas do ROSC również był krótszy:

14 min (IQR 8–26) przy adrenalinie ≤2 min

wobec

20,5 min (IQR 12–30) przy późniejszym podaniu,

p = 0,006.

Na pierwszy rzut oka można byłoby zatem wyciągnąć prosty wniosek: wcześniejsza adrenalina zwiększa szansę ROSC.

Analiza wieloczynnikowa pokazuje jednak, że sytuacja jest bardziej złożona.

Wcześniejsza adrenalina nie była niezależnym predyktorem ROSC

W analizie jednoczynnikowej szybsze podanie adrenaliny wiązało się z większym prawdopodobieństwem ROSC. Każda kolejna minuta opóźnienia wiązała się z OR 0,94 (95% CI 0,89–0,99; p=0,03).

Po jednoczesnym uwzględnieniu innych czynników zależność przestała być istotna:

OR = 0,97; 95% CI 0,92–1,03; p=0,33.

To niezwykle ważny wynik.

Pacjenci otrzymujący adrenalinę wcześnie różnili się bowiem także pod względem innych elementów prowadzenia resuscytacji.

Jeszcze ważniejsze mogło być szybkie działanie całego systemu

Po zmianie procedury nie poprawił się wyłącznie czas podania adrenaliny.

Mediana czasu do aktywowania zespołu resuscytacyjnego CART (Cardiac Arrest and Resuscitation Team) skróciła się:

z 4 do 2 minut – p < 0,001.

Mediana czasu do przybycia CART:

z 6,5 do 4 minut – p < 0,001.

Jeszcze większą zmianę zaobserwowano w rozpoznawaniu potencjalnie odwracalnej przyczyny zatrzymania krążenia.

Przed interwencją odwracalną przyczynę identyfikowano u:

53,7% pacjentów.

Po interwencji:

79,2%.

Różnica była bardzo duża i istotna:

p < 0,001.

Oznacza to, że po wdrożeniu nowego modelu zmieniło się znacznie więcej niż samo uprawnienie do podania adrenaliny.

Co rzeczywiście niezależnie wiązało się z ROSC?

W modelu wieloczynnikowym uwzględniono m.in. wiek, rytm, czas do przybycia CART, czas do pierwszej adrenaliny i rozpoznanie przyczyny odwracalnej.

Czas do pierwszej dawki adrenaliny nie pozostał niezależnym predyktorem ROSC.

Natomiast z ROSC niezależnie wiązały się:

szybsze przybycie CART – OR 0,96 na kolejną minutę; 95% CI 0,92–1,00,

oraz

rozpoznanie przyczyny odwracalnej – około dwukrotnie większe szanse ROSC. W tekście wyników autorzy podają OR 2,0; 95% CI 1,21–3,34; p=0,007, natomiast tabela regresji raportuje OR 1,71; 95% CI 1,10–2,67; p=0,02.

Ta niewielka niespójność wartości pomiędzy tekstem publikacji a tabelą nie zmienia kierunku wniosku, ale warto ją odnotować przy krytycznej ocenie artykułu.

Wcze